W czasie wczorajszego zmasowanego ostrzału Ukrainy w polskiej miejscowości Przewodów spadł radziecki pocisk, a eksplozja zabiła dwóch mężczyzn. W ocenie polskich władz najprawdopodobniej był to pocisk wystrzelony przez siły ukraińskie, którego celem było strącenie rosyjskiej rakiety. O takim scenariuszu mówią również władze Stanów Zjednoczonych. Kijów utrzymuje jednak, że prawda wygląda inaczej.
- „Nie mam wątpliwości, że to nie był nasz pocisk”
- oświadczył Wołodymyr Zełenski.
Ukraiński przywódca powołał się na raporty dowództwa Sił Zbrojnych Ukrainy i Sił Powietrznych zapewniając, że „nie można im nie ufać”.
- „Wierzę, że to był rosyjski pocisk, opierając się na zaufaniu do raportów wojskowych”
- podkreślił.
Stwierdził przy tym, że ukraińscy eksperci powinni zostać dopuszczeni do śledztwa ws. eksplozji.
O niezwłoczny dostęp do miejsca wybuchu dla ukraińskich specjalistów apelował dziś również sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony (RBNiO) Ukrainy Ołeksij Daniłow.
- „Jesteśmy gotowi, by przekazać partnerom posiadane przez nas dowody rosyjskiego śladu. Oczekujemy też od partnerów informacji, na podstawie której wyciągnięto ostateczny wniosek na temat tego, że chodzi o rakietę ukraińskiej obrony przeciwlotniczej”
- oświadczył.
