– Ja tylko uprzedziłem wobec dyskusji, które zaczęły się toczyć, że rozwiązanie musi być konstytucyjne, bo te informacje, które były przedstawiane przez przedstawicieli rządu wskazywały, że mogą być tam rozwiązania, które delikatnie mówiąc zaburzają istotne kwestie ustrojowe czy byłyby w sprzeczności z istotnymi kwestiami ustrojowymi naszego kraju, także jeśli chodzi o prerogatywy prezydenta Rzeczypospolitej, ale również jeżeli chodzi o kwestie niezawisłości sędziowskiej, nieusuwalności sędziów i kilku ważnych kwestii właśnie konstytucyjnych – kontynuował.
– To, czy ona w ogóle będzie ustawą, czy nie, to pierwszy etap jest po pierwsze: stworzenie projektu, co rząd wziął na siebie, więc on jest gospodarzem tego projektu, a po drugie jego przeprowadzenie przez parlament, czyli musi być ku temu większość parlamentarna. Rozumiem, że temu służą negocjacje z Solidarną Polską, pewnie też jakieś negocjacje, które są prowadzone z opozycją – podkreślił prezydent.
– Ogromnie mi zależy na tym, żeby kompromis z Brukselą był. Żałuję, że ta szansa, która była w lutym i którą wtedy można powiedzieć w jakimś sensie na talerzu podałem na polską scenę polityczną, także rządowi, nie została wykorzystana – zapewnił.
