„To muzeum upamiętnia rodzinę, która w tym miejscu żyła i zginęła, oddając życie za pomoc swoim współobywatelom, Polakom narodowości żydowskiej, którzy tu wraz z nimi mieszkali w czasie, kiedy przyszedł tu niemiecki najeźdźca” - mówił prezydent Duda.
Polski prezydent przekonywał, że w straszliwym okresie drugiej wojny światowej byli w Polsce ludzie, którzy mieli „niezwykłą odwagę, którzy głęboko w sercu wpisane mieli ideały człowieczeństwa, szacunku dla życia, dla drugiego człowieka, miłości bliźniego”.
„Często na świecie o tym nie wiedzą. W Polsce za pomoc Żydom pod okupacją niemiecką w czasie II wojny światowej ze strony niemieckich oprawców groziła kara śmierci. Nie więzienie, deportacja czy obóz. Śmierć” - podkreślił Andrzej Duda.
Prezydent RP przypomniał, że zbrodnia, do której doszło w Markowej „przetrwała w pamięci, w dokumentach i należy do najbardziej potwornych”.
„Zamordowano wielodzietną rodzinę, rodziców, sześcioro dzieci i siódme dziecko nienarodzone w łonie matki” - mówił prezydent Duda.
„Cała okolica wiedziała wówczas, że doszło do tej zbrodni. A praktycznie w każdej okolicznej miejscowości ukrywano Żydów. I mimo tej zbrodni większość ukrywanych na tym terenie Żydów przetrwała. Ludzie nie przestali udzielać pomocy” – stwierdziła głowa polskiego państwa.
„Polska była okupowana. Polski, w sensie państwowym, tutaj nie było. Nie było polskich władz i instytucji, które kolaborowałyby z okupantem, które brałyby udział w tej straszliwej zbrodni, jakiej Niemcy dokonali na narodzie żydowskim” – skonstatował prezydent Andrzej Duda.
Józef i Wiktoria Ulmowie ukrywali w swoim domu w czasie drugiej wojny światowej dwie żydowskie rodziny. Po tym, gdy ktoś doniósł o tym Niemcom, 24 marca 1944 roku roku naziści zamordowali nie tylko ukrywanych Żydów, ale również bohaterskie małżeństwo oraz ich szóstkę dzieci, a także jedno nienarodzone - Wiktoria była wówczas w 9. miesiącu ciąży.
