Sprawa dotyczy wielokrotnie powtarzanych przez polityków związanych z Donaldem Tuskiem zapowiedzi, że unieważnią postanowienia Trybunału Konstytucyjnego. Prezes TK jednoznacznie oceniła to jako „deklarację popełnienia przestępstwa”.

Warto podkreślić, że zapisy tego typu znalazły się w umowie koalicyjnej KO, Lewicy i Trzeciej Drogi ws. orzeczenia z 2020 roku o przerywaniu ciąży.

Przyłębska wskazała, że taka zmiana byłaby możliwa jedynie w przypadku zmiany obowiązującej w Polsce konstytucji.

Zastanawiam się, jak chcieliby to zrobić, bo jeden z przepisów, który był podstawą wydania wyroku, dotyczył godności człowieka – podkreśliła.

Jak dobrze rozumiem intencje, to namawia się organy państwa, aby działały niezgodnie z prawem – podkreśliła, odnosząc się wypowiedzi polityków związanych z Tuskiem.

Prezes Trybunału Konstytucyjnego wyraziła także swoje oburzenie z powodu gróźb wobec sędziów, jakie padają również ze środowisk Koalicji Obywatelskiej.

To naruszanie konstytucyjnej zasady niezawisłości i niezależności sędziowskiej. Grożenie sędziemu jest przestępstwem – stwierdziła.

Przyłębska odniosła się także do wypowiedzi Adama Bodnara, który stwierdził, iż „uchwałą sejmową uznać można, że sędziowie nie zostali wybrani zgodnie z prawem”.

Nie rozumiem tej koncepcji i propozycji, bo to jest wkraczania w obszar, który jest niezgodny z polską konstytucją. Uchwałami nie można zmienić ustawy. Jeśli pojawią się takie próby, to będą one nielegalne – wskazała prezes TK.

Odnosząc się z kolei do przyjętej w środę rezolucji Parlamentu Europejskiego opowiadającej się za zmianą traktatów unijnych, powiedziała:

Te kroki, które są podejmowane, są w zupełnej sprzeczności z ideą UE, a więc wspólnotą suwerennych państw bez względu na wielkość tych państw. Każde z tych państw ma swój system prawny, a społeczeństwo reprezentuje pewien system wartości, i one się różnią. Oczywiście jest jakieś odwołanie do wspólnych wartości europejskich, ale każde z państw ma swoisty i dla tych państw typowy system prawny.

Takie rozwiązanie, jak wskazała – gdyby ono zostało uchwalone – umożliwiłoby dominację na naszym kontynencie Niemiec i Francji, „a więc największych państw, które zdobyły sobie taką pozycję, że chcą być decydentami w sprawach, które kompletnie nie należą do ich kompetencji”.

Dodała też, że może się to wiązać z niezadowoleniem niemieckiego społeczeństwa, które uważa, że „Niemcy tracą na byciu w UE”. Stąd też mogą pojawiać się coraz silniejsze naciski i próby rządu w Berlinie do prób federalizacji Unii Europejskiej.