Kaczyński wraz z wiceprezesem PiS Mariuszem Błaszczakiem i rzecznikiem partii Rafałem Bochenkiem złożyli znicze przed Wojskowym Instytutem Medycznym, gdzie zmarł ugodzony nożem obrońca polskiej granicy. Śmierć tego młodego żołnierza, który poświęcił życie, broniąc ojczyzny, wywołała ogromne poruszenie w całym kraju i poza jego granicami.
Zdaniem Kaczyńskiego, za tę tragedię w sensie moralnym odpowiada obecny rząd, który prowadził "ohydną, obrzydliwą i zbrodniczą" kampanię przeciwko polskim żołnierzom chroniącym granicę. Prezes PiS wskazał, że byli to "ludzie Putina i Łukaszenki", którzy teraz ponoszą pełną odpowiedzialność za tę sytuację.
Jarosław Kaczyński podkreślił również, że przepisy dotyczące użycia broni przez wojsko są "zupełnie jasne i oczywiste". Żołnierze, którzy zostali zatrzymani i oskarżeni o przekroczenie uprawnień, w jego ocenie skorzystali z prawa do obrony w sposób "bardzo humanitarny". Prezes PiS uznał, że winnych tej sytuacji należy szukać wśród tych, którzy prowadzili kampanię przeciwko polskim mundurowym.
Reakcja prezesa Prawa i Sprawiedliwości to jednoznaczne potępienie polityki obecnego rządu, którą prezes PiS uznaje za "zbrodniczą" i sprzyjającą interesom Rosji i Białorusi. Śmierć młodego żołnierza na granicy wywołała ostrą krytykę całego obozu rządzącego koalicji 13 grudnia, który - zdaniem Kaczyńskiego - nie stanął po stronie polskich mundurowych broniących suwerenności naszego kraju.
