W czasie swojego wystąpienia lider Zjednoczonej Prawicy wskazał na stawkę niedzielnych wyborów.

- „Czy chcecie państwo Polski rządzonej z Berlina lub Moskwy? To pierwsza stawka tych wyborów. Po drugie ukrócimy ogromne rozkradanie naszego kraju na setki miliardów złotych. Czy chcecie, by Polska była dalej rozkradana? Czy Polska ma być państwem liberalnym, to znaczy niech każdy sobie daje radę, a państwo nie ma nic do tego, czy państwem przyjaznym obywatelowi?”

- pytał.

Wskazał, że w niedzielę Polacy zdecydują również o tym, czy chcą „państwa, które broni honoru Polaków, czy takiego, które propaguje mikromanię narodową, które się chce dzielić z Niemcami odpowiedzialnością za ich zbrodnie w czasie drugiej wojny światowej”. Podkreślił, że Prawo i Sprawiedliwość dąży do uzyskania przez Polskę należnych odszkodowań za zniszczenia wyrządzone przez Niemcy w czasie II wojny światowej.

Wicepremier nawiązał również do planów obrony Polski na linii Wisły z czasów rządów PO-PSL.

- „Czy chcecie państwa bezbronnego, które chce się bronić na Wiśle i jest wyposażone w broń z lat 60-tych? Czy chcecie państwa, (…) które będzie tutaj wpuszczało nielegalnych imigrantów? Czy chcecie takiego kraju, gdzie ludziom starszym podwyższa się wiek emerytalny?”

- pytał, wskazując na politykę oponentów Zjednoczonej Prawicy.

Na pytania te zgromadzeni odpowiadali „nie”.

- „Mogę z tego wyciągnąć jeden wniosek: nie chcecie Państwo, by naszym krajem rządził niejaki Tusk”

- powiedział prezes PiS.

Przypomniał, że każdy głos oddany w niedzielę na partię opozycyjną w rzeczywistości będzie oznaczał głos oddany na Donalda Tuska.

- „Pamiętajcie o tym i nie dawajcie się oszukiwać tym wszystkim, którzy czasem nawet z krzyżem w ręku próbują wmówić, że na nich trzeba głosować, a nie na Zjednoczoną Prawicę. Jesteśmy dziś jedyną formacją polityczną, która gwarantuje, że Wasze nie będzie wysłuchane i Wasza tak również będzie wysłuchane”

- oświadczył.