Wedle analityków Narodowego Banku Polskiego, inflacja zbliży się do celu 2,5 proc. dopiero w 2025 roku. Ceny będą jeszcze rosnąć, a w dodatku przez najbliższe dwa lata towarzyszyć nam będzie niski wzrost PKB.
W czasie dzisiejszej konferencji prasowej prof. Adam Glapiński podkreślił, że z problemem szalejącej inflacji mierzy się dziś cały świat. Wskazał też, że gdyby nie działania podejmowane przez rządzących, w Polsce byłaby ona jeszcze wyższa.
- „Inflacja pozostaje pod silnym wpływem szoków zewnętrznych, one bezpośrednio podbijają dynamikę cen paliw, żywności. A pośrednio przez kanał kosztowy wpływają na inflację bazową. Przełożenie cen energii okazało się wyższe niż można było się spodziewać, nie tylko w Polsce”
- mówił.
Wskazał, że inflacja w Polsce może jeszcze wzrosnąć, ale „od drugiego kwartału przyszłego roku będzie się obniżać”. Szczyt ma nadejść w styczniu lub lutym, kiedy będzie na poziomie powyżej 19 proc.
Mówiąc o ryzyku recesji w Niemczech i strefie euro, prof. Glapiński ocenił, że może ona negatywnie wpłynąć również na polską gospodarkę. Wskazał też, że NBP spodziewa się spowolnienia PKB.
- „Dostępne informacje wskazują na dalsze obniżenie dynamiki PKB w III kwartale, szczególnie w budownictwie. Badania wskazują na osłabione nastroje gospodarstw domowych i firm. Na szczęście na rynku pracy utrzymuje się dobra sytuacja, nie grozi nam pogorszenie”
- mówił.
Komentując decyzję RPP o pozostawieniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie szef bank centralnego wyjaśnił, że jest to „optymalna decyzja” z uwagi na „niespotykane w historii” zacieśnienie polityki RPP w ostatnim czasie oraz ryzyko recesji technicznej. Przyznał, że RPP widzi wpływ podwyżek stóp na kredytobiorców i firmy.
- „Obecny poziom stóp procentowych jest właściwy z punktu widzenia zwalczania inflacji”
- stwierdził.
Zaznaczył przy tym, że jeśli inflacja będzie kształtować się inaczej niż przewidują analizy, RPP podejmie adekwatne decyzje.
- „Jesteśmy w okresie pauzy zacieśniania polityki, nie kończymy cyklu podwyżek”
- oświadczył.
