W przyszłym tygodniu miało odbyć się głosowanie ambasadorów państw unijnych nad przepisami zakazującymi sprzedaży nowych samochodów z silnikami spalinowymi w 2035 roku, ale zostało odwołane. Z poparcia dla kontrowersyjnych przepisów wycofał się Berlin.

- „Mogę Państwa zapewnić, że to nie przejdzie, dlatego że rozum zaczął działać. To eko-szaleństwo musi się zderzyć z racjonalizmem, z myśleniem, z analizą. I Niemcy, którzy są potęgą motoryzacyjną, zrozumieli, że to jest zbyt wcześnie”

- komentował przełom w Brukseli poseł Solidarnej Polski Tadeusz Cymański, który wystąpił wczoraj na konferencji prasowej z wicewojewodą pomorskim Aleksandrem Jankowskim.

- „Wszyscy jesteśmy za pięknym światem, czystą wodą, powietrzem, energią ze słońca i wiatru. Elektryczne samochody nas nie przerażają. Przeraża nas sposób, metody, forma i tempo tych zmian, które mają bardzo silny aspekt społeczny. Bo bogaty sobie poradzi. Natomiast my mówimy, patrząc na sytuację i perspektywę milionów ludzi, którzy żyją na co dzień, bo oni są bohaterami naszej bajki”

- podkreślił.

O katastrofalnych skutkach wprowadzenia proponowanych przez unijny establishment przepisów wczoraj mówił również na konferencji prasowej w Warszawie wiceminister klimatu i środowiska Jacek Ozdoba, który podkreślał, że Polacy po prostu będą mieli problem, aby kupić drogi samochód elektryczny.

- „Nie chcemy żadnego zakazu. To Polacy powinni decydować. To rynek powinien decydować, a nie żaden europejski biurokrata, który sobie wymyśla pewne zakazy i chce zmienić sposób funkcjonowania i myślenia, ograniczyć prawa i wolności w sprawie zakupu samochodu takiego, jaki chcemy, takiego, na jaki nas stać, a nie takiego, jaki narzuca nam Unia Europejska”

- powiedział.