W czasie swojego wystąpienia szef polskiego rządu mówił o wadze, jaką trwająca na Ukrainie wojna ma dla globalnego systemu bezpieczeństwa.

- „Jeśli stracimy Ukrainę, stracimy pokój na dziesięciolecia. Porażka na Ukrainie może być początkiem końca złotego wieku Zachodu. Zwycięstwo Ukrainy stanowi gwarancję nie tylko odbudowy, ale także wzmocnienia naszej siły gospodarczej”

- podkreślił.

Przypomniał w tym kontekście słowa chińskiego przywódcy Xi Jinpinga, który goszcząc na Kremlu stwierdził, że Chiny i Rosja stanęły przed szansą zmiany globalnego porządku. Ocenił, że Pekin najprawdopodobniej podziela pragnienie Rosjan dot. zniszczenia Ukrainy, aby ta nie mogła być wzmocnieniem dla Sojuszu Północnoatlantyckiego. Zaznaczył, że Kreml traktuje wojnę na Ukrainie jako wojnę pomiędzy Rosją a Zachodem. Dlatego właśnie Polska „chce stać się fundamentem europejskiego bezpieczeństwa”. Morawiecki zauważył przy tym, że nie wszystkie zachodnie kraje w ten sam sposób oceniają zagrożenie ze strony Rosji. Wskazał, że część polityków chce za wszelką cenę doprowadzić do zawieszenia broni.

- „Niektórzy liderzy Europejscy udali się także do Pekinu. Krótkowzrocznie spoglądają w stronę Chin, chcąc tam sprzedawać, ponosząc wielkie koszty geopolityczne, produkty do Chin, zwiększając a nie zmniejszając naszą zależność od Chin, nie rozumiejąc koncepcji autonomii strategicznej, która w tym przypadku miałaby de facto oznaczać strzał we własne kolano”

- stwierdził.

- „Autonomia europejska brzmi znakomicie, czyż nie? Ale oznacza ona przeniesienie środka ciężkości Europy w stronę Chin i zerwanie więzów łączących nas ze Stanami Zjednoczonymi”

- dodał, nawiązując do stanowiska prezydenta Francji Emmanuela Macrona.

Mateusz Morawiecki mówił też o znaczeniu wojny na Ukrainie dla przyszłości Tajwanu. Ocenił, że upadek Ukrainy może być dla Chin zachętą do zaatakowania Tajwanu.

- „Widzę tutaj bardzo duży związek, dużo zależności pomiędzy sytuacją w Ukrainie a sytuacją w Tajwanie i Chinach”

- stwierdził.