W ub. poniedziałek kanclerz Niemiec Olaf Scholz wystąpił na Uniwersytecie Karola w Pradze, gdzie zaprezentował swoją wizję reformy Unii Europejskiej. Polityk opowiedział się za rozszerzeniem Unii Europejskiej, podkreślając przy tym, że wspólnota złożona z 30 lub 36 państw nie będzie już przypominać Unii, jaką znamy dziś. Wskazał, że nie można dopuścić do sytuacji, w której jedno państwo blokuje decyzję wspólnoty. W związku z tym Scholz powtórzył swój postulat zrezygnowania z prawa weta przynajmniej w kwestiach związanych z polityką zagraniczną i podatkową.

Propozycje kanclerza Niemiec skomentował w rozmowie z portalem tvp.info premier Mateusz Morawiecki.

- „Powiedzieć, że to mrzonki i utopia, to jakby nic nie powiedzieć”

- stwierdził podkreślając, że „w najlepszym interesie UE jest nie realizować takich scenariuszy”.

Szef polskiego rządu wskazał, że propozycje Olafa Scholza wpisują się wyłącznie w realizację niemieckich i ewentualnie francuskich interesów. Zaznaczył przy tym, że scenariusz ten nie zostanie zrealizowany, ponieważ wymagałoby to zmiany traktatów, na co Polska się nie zgodzi.

- „Nie wszyscy musimy tańczyć do niemieckiej muzyki”

- podkreślił.

Sporą część swojego przemówienia w Pradze Olaf Scholz poświecił kwestiom praworządności, domagając się dodatkowych kompetencji dla Komisji Europejskiej i odbierania unijnych środków państwom, które w ocenie Brukseli nie przestrzegają zasad państwa prawa. W tym kontekście przekonywał, że przeprowadzone na Węgrzech i w Polsce sondaże wskazują, iż obywatele tych państw chcą, aby Unia Europejska bardziej angażowała się na rzecz demokracji i wolności. Jego zdaniem należy uzależnić wypłaty środków z budżetu UE i z Funduszu Odbudowy od przestrzegania standardów państwa prawa.

- „Zawsze, kiedy Niemcy mówią, że chcą nas uczyć praworządności, to boli mnie nie tylko brzuch, ale także zęby”

- powiedział portalowi tvp.info premier Morawiecki.

Zaznaczył, że w kwestii praworządności, „Niemcy powinni dokonać gigantycznego rozliczenia ze swoją przeszłością”.