Kilka dni temu ogromną burzę wywołała publikacja „Newsweeka”, który zrelacjonował zeznania Marcina W., byłego współpracownika Marka Falenty. Wynika z nich, że kompromitujące polityków Platformy Obywatelskiej nagrania mogły dostać się w ręce rosyjskich agentów.
- „Zanim taśmy z Sowy wstrząsnęły polską polityką, trafiły w rosyjskie ręce - zeznaje wspólnik Marka Falenty. Prokuratura wszczyna śledztwo, ale unika wątku szpiegostwa. Igor Prokudin poprosił Falentę, aby wyszli z sauny z przedstawicielem rosyjskich służb. Nie było ich około godziny. W hotelu Falenta powiedział mi, że dogadał się z Ruskimi i sprzedał im wszystko”
- czytamy w artykule.
Publikację natychmiast podchwycili politycy Platformy Obywatelskiej, którzy insynuują, że tzw. aferę podsłuchową przygotowało Prawo i Sprawiedliwość, w dodatku we współpracy z Rosjanami. Donald Tusk domaga się nawet powołania specjalnej komisji śledczej w tej sprawie, mimo że kontrolowane przez niego służby w przeszłości nie doszukały się żadnych rosyjskich wątków w tej sprawie.
Głos na temat działań polityków opozycji zabrał w czasie dzisiejszej konferencji prasowej premier Mateusz Morawiecki.
- „Pan przewodniczący Tusk realizuje konsekwentnie swoją strategię przefarbowania. Na czym polega ta strategia? Otóż pan Tusk w latach 2007-2015 realizował politykę niemiecką, a ta polityka była polityką zbliżenia z Rosją, polityka resetu z Rosją”
- przypomniał szef rządu.
- „To znaczy ponowne, pełne otwarcie relacji z Rosją, która wtedy zaatakowała Gruzję, wkrótce potem Ukrainę. On chce z siebie zmyć tę farbę, chce się przefarbować, w związku z tym próbuje wygenerować kompletnie nieprawdziwe scenariusze”
- dodał.
