Berlin słynie z głoszenia pięknych haseł na temat praworządności i praw człowieka oraz działań całkowicie przeczącym tym hasłom. Teraz rząd Olafa Scholza skompromitował się w związku z działaniami podejmowanymi wobec prac nad regulacjami dot. odpowiedzialności firm za kontrolowanie przestrzegania praw człowieka w wykorzystywanych przez nich globalnych łańcuchach dostaw, o czym donosi Deutsche Welle. Projektem zajmuje się w Parlamencie Europejskim m.in. eurodeputowany Socjaldemokratycznej Partii Niemiec Rene Repasi, który nie ukrywa, że po uzyskaniu dostępu do dokumentów przeżył ogromne zaskoczenie. Okazało się, że Berlin stara się osłabić projekt w „trzech zasadniczych punktach”.
- „Po pierwsze firmy powinny odpowiadać tylko za ryzyka, na które mają wpływ. Po drugie odpowiedzialność powinna zostać całkowicie zdjęta z inwestorów instytucjonalnych, takich jak banki czy firmy ubezpieczeniowe. Po trzecie firmy będą mogły uzyskać certyfikat potwierdzający, że ich procesy produkcyjne są prawidłowe. Po jego otrzymaniu będą ponosić odpowiedzialność tylko w przypadku rażącego zaniedbania lub działania umyślnego”
- wyjaśnia „DW”.
W ocenie niemieckiego europosła, proponowane przez Berlin zmiany sprawią, że mechanizm nie będzie miał większego znaczenia.
