Wiceprezes PiS Joachim Brudziński stanął na czele sztabu wyborczego partii rządzącej po rezygnacji Tomasza Poręby. O swojej nowej roli mówił dziś w programie „Gość Wiadomości” na antenie TVP Info.
- „Ta zmiana oznacza, że będzie jeszcze więcej pracy, jeszcze więcej pokory, jeszcze więcej zaufania do Polaków i takiego przekonania, że te wybory nie tylko można, ale trzeba wygrać, bo Polska zasługuje na rządy partii wiarygodnych, które maja program, a nie partii, które żywią się nienawiścią”
- powiedział polityk.
Wyjątkowo szokujący spektakl nienawiści zaprezentowano na piątkowym wiecu Donalda Tuska w Poznaniu. Lider Platformy Obywatelskiej mówił tam o „dyktatorku z Żoliborza”, mają za plecami transparent z napisem „Boże, zabrałeś nie tego Kaczyńskiego” i zdjęciem zmarłego niedawno amerykańskiego terrorysty polskiego pochodzenia, Theodore'a „Teda” Kaczynskiego. Przekonywał przy tym, że rządzący są „seryjnymi mordercami kobiet”, a Jarosław Kaczyński „ma pełne gacie”.
- „Z jednej strony darmowe leki dla seniorów, dla dzieci, darmowe autostrady, 800 plus, a po przeciwnej stronie festiwal tak oszalałej agresji, grubiaństwa, złych emocji, że tutaj jest potrzebny albo egzorcysta, albo lekarz określonej specjalizacji. Polacy mają prosty wybór: albo partia programu, albo partia złych emocji, której lider jest wręcz opętany tymi złymi emocjami, złą energią”
- podsumował Brudziński.
Przyznał też, że najgorętszych zwolenników totalnej opozycji, żywiących się tego typu nienawistnymi hasłami, program najpewniej nie przekona.
- „Niech oni się kiszą we własnym sosie. Oni te festiwale nienawiści organizują wśród ludzi, których żaden program nie przekona”
- powiedział.
- „Zostawmy ich samych sobie, niech się utwierdzają w swojej nienawistnej retoryce, a my powinniśmy robić swoje”
- dodał.
