Obok postawienia w swoim gabinecie flagi Unii Europejskiej, jedną z pierwszych decyzji nowego ministra sprawiedliwości prof. Adama Bodnara było skierowanie wniosku o przystąpienie Polski do Prokuratury Europejskiej (PE). To organ powołany do ścigania przestępstw związanych z nadużyciami finansowymi, korupcją, praniem pieniędzy i transgranicznymi oszustwami na VAT na kwotę przekraczającą 10 mln euro. Do tej pory nie przystąpiła do niej Polska, Węgry, Dania, Irlandia i Szwecja.
Decyzję ministra Bodnara skomentował na łamach portalu Tysol.pl mec. Bartosz Lewandowski, który uświadamia, że jedynie z pozoru jest ona „piękna i niekontrowersyjna”.
- „Cały problem nie jest w istnieniu samej PE, ale tym czym się ona stanie po wejściu w życie traktatowych zmian, które kolanem dopychają największe państwa UE (głównie Niemcy), a które nie tylko federalizują UE, ale przede wszystkim ją centralizują i pozbawiają Polskę suwerenności w wielu obszarach (obronność, polityka zagraniczna i bezpieczeństwa)”
- wyjaśnia prawnik.
W ramach tych zmian ma powstać „nad-organ śledczy”, którego kompetencje nie będą ograniczone już do ścigania przestępstw finansowych. Po wejściu w życiu proponowanych zmian Prokuratura Europejska ma ścigać szerszy katalog przestępstw.
- „Otóż do przestępstw unijnych ma zostać dodana przemoc ze względu na płeć (gender) oraz przestępstwa przeciwko środowisku. Analiza wskazuje, że ścigana będzie m. in. przemoc słowna (np. krytyka środowisk LGBTQ określana mianem hate speech), przemoc ekonomiczna, jak również zbrodnia przeciwko środowisku (zbrodnia przeciwko klimatowi?)”
- pisze mec. Lewandowski.
Wyjaśnia, że w tym ostatnim przypadku może chodzić np. o palenie w kominku czy jazdę starym samochodem.
- „Tak może się stać i już przestaje być zabawnie…”
- podkreśla autor.
