8 lipca premier Donald Tusk podpisał z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim dwustronną umowę o bezpieczeństwie. Dokument wywołał wiele kontrowersji. Opozycja wskazuje na wątpliwości co do samego trybu zawarcia porozumienia. Zgodnie z Konstytucją, jeżeli umowa międzynarodowa dot. m.in. układów wojskowych czy znacznego obciążenia państwa pod względem finansowym, jej ratyfikacja wymaga ustawy. Tutaj rząd pominął jednak parlament i prezydenta. Kontrowersje budzą również niektóre zapisy porozumienia. Traktuje ona m.in. o zestrzelaniu rosyjskich rakiet.
- „Uczestnicy zgadzają się, że konieczna jest kontynuacja dialogu dwustronnego oraz z innymi partnerami w celu oceny zasadności i wykonalności ewentualnego przechwytywania w przestrzeni powietrznej Ukrainy pocisków rakietowych i bezzałogowych statków powietrznych wystrzelonych w kierunku terytorium Polski, z zachowaniem niezbędnych procedur uzgodnionych przez zaangażowanie państwa i organizacje”
- czytamy.
Do pomysłu zestrzeliwania przez Polskę rosyjskich rakiet odniósł się sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg.
- „NATO będzie wspierać Ukrainę i ostatnio zwiększyliśmy nasze wsparcie...Ale polityka NATO pozostaje niezmieniona – nie będziemy uczestniczyć w tym konflikcie. Nie staniemy się częścią konfliktu. Dlatego wspieramy Ukrainę w niszczeniu rosyjskich samolotów, ale NATO nie będzie w to bezpośrednio zaangażowane”
- podkreślił.
