Zachodnie wywiady twierdzą, że celem Rosji jest osłabienie wsparcia Europy dla Ukrainy poprzez zakłócenie łańcuchów dostaw broni i materiałów wojskowych. Choć jak na razie ataki te nie zdołały przerwać przepływu uzbrojenia do Kijowa, to z pewnością zwiększają koszty i opóźniają ten proces. Rosja zdaje się również dążyć do wywołania poczucia strachu wśród europejskich sojuszników, licząc, że spowoduje to konieczność wzmocnienia ochrony całego systemu logistycznego.

Charakterystyczną cechą tej dywersji jest wykorzystywanie lokalnych wykonawców, co ma utrudnić identyfikację rosyjskich sprawców. Taktyka ta przypomina działania GRU z przeszłości, jak choćby wysadzenie składu amunicji w Czechach w 2014 roku czy otrucie Siergieja Skripala w Wielkiej Brytanii w 2018 roku.

Według analityków, wydalenie setek rosyjskich agentów z Europy po inwazji na Ukrainę znacznie ograniczyło możliwości Moskwy w zakresie prowadzenia operacji dywersyjnych. Jednak Kreml, który wykazuje już objawy "paranoi", najwyraźniej próbuje odbudować te zdolności i przenieść wojnę na kontynent europejski – czytamy na łamach "New York Times".

Choć odpowiedź Zachodu na te działania nie będzie łatwa, to niewątpliwie musi być ona stanowcza – wskazują eksperci. Udzielenie adekwatnej odpowiedzi bez eskalacji napięć będzie prawdziwym wyzwaniem dla europejskich i amerykańskich przywódców. Jedno jest pewne - Rosja nie cofnie się przed użyciem wszelkich środków, by osłabić jedność Zachodu w obliczu trwającej wojny oraz słabnięcia własnej pozycji i możliwości stricte wojennych.