„Doszło do dekonspiracji pewnych obszarów systemu ochrony Pałacu – kilkunastu policjantów wprowadzono korytarzami do pomieszczeń, a nie byli uprawnieni, by tam wchodzić – mówi nam jeden z czynnych funkcjonariuszy. Do tego kilku z nich miało włączone kamerki nasobne – przeszli z nimi całą strefę Pałacu, utrwalając przebytą drogę” – czytamy w tekście opublikowanym na rp.pl.
Zdaniem ludzi ze służb, do których dotarło wspomniane medium - szeregowi policjanci nie powinni być do Pałacu wpuszczani.
Nie wiadomo również, co stało się już po zatrzymaniu posłów z nagraniami z tej akcji i czy w sposób należyty zadbano o to, by nie dostały się one w niepowołane ręce, co mogłoby narazić bezpieczeństwo głowy państwa.
Policja miała być tak zdesperowana, by zatrzymać Kamińskiego i Wąsika jeszcze przed demonstracją zorganizowaną w ubiegłym tygodniu przez PiS w Warszawie, że rozważano nawet włączenie techniki operacyjnej w celu namierzenia lokalizacji obu posłów poprzez ich telefony komórkowe.
Pomysłowi temu miał się sprzeciwić m.in. wiceszef komendy stołecznej Krzysztof Smela, który niedługo potem poprosił o przejście na emeryturę.
O niektórych pomieszczeniach Pałacu nie mają prawa wiedzieć zwykli funkcjonariusze ochrony – jest to obiekt szczególnego znaczenia. A jednak weszło tam aż 14 policjantów – czytamy w tekście.
„Doszło do bezprecedensowej sytuacji, kiedy cała ochrona okazała się wroga wobec ochranianego” – skonkludował jeden z rozmówców „Rz”.
