Szef kijowskiego Centrum Badań Wojskowych i Prawnych Ołeksandr Misjenko stwierdził, że mamy do czynienia z zalążkiem wojny domowej w Rosji. Zauważył w rozmowie z Polską Agencją Prasową, że wskutek puczu Prigożyna zginęło co najmniej 15 rosyjskich żołnierzy, a próba przewrotu nie była inscenizacją.

Uważa on, że Prigożyn popełnił w tej kwestii błąd, zgadzając się na ustępstwa. Stwierdził, że drugiej szansy nie otrzyma i trudno zrozumieć, dlaczego poszedł na ugodę. Przypomniał jednocześnie, że Putin takich działań nie wybacza.

Cała sytuacja pokazała jednak ludziom słabość rosyjskiej armii i władzy. Jak dodał Misijenko, słabość pokazał przede wszystkim Putin idąc na układ z liderem wagnerowców:

Wszyscy zrozumieli, jak wielki strach panuje w elitach i jak bardzo boi się Putin”.

W jego ocenie to przyspieszyło rozkład Rosji. Podobnego zdania jest prof. Mark Galeotti, który w „The Sunday Times” powiedział wprost, że mimo zażegnania buntu straty (dla reżimu) zostały wyrządzone, a całe wydarzenie zapisze się w historii „jako początek ostatniego etapu upadku rosyjskiego dyktatora”.

Szefowa komisji obrony Bundestagu Marie-Agnes Strack-Zimmerman zauważyła z kolei, że to ogromne upokorzenie dla Putina. Dodała, że podobnego zdarzenia w jego życiu politycznym nie było.