Kiedy Władimir Putin gromadził wojska przy ukraińskiej granicy, przygotowując się do pełnoskalowej inwazji na ten kraj, reżim Aleksandra Łukaszenki odwracał uwagę Zachodu wywołując sztuczny kryzys migracyjny na granicy z Unią Europejską. We współpracy z Kremlem białoruskie służby prowadziły operację „Śluza”, w ramach której próbowały destabilizować państwa członkowskie, głównie Polskę i Litwę, za pomocą sprowadzonych z Bliskiego Wschodu migrantów ekonomicznych. Działo się to w przeddzień spodziewanej fali uchodźców wojennych z Ukrainy. Mimo sprzeciwu totalnej opozycji, polski rząd podjął stanowcze działania, które udaremniły plan Kremla.

W zapowiedzianym dziś na portalu Niezależna.pl wywiadzie dla „Gazety Polskiej”, który ukaże się jutro, prezydent Andrzej Duda był pytany, czy w jego ocenie sytuacja na polsko-białoruskiej granicy była wprowadzeniem do wojny na Ukrainie.

- „Jednoznacznie uważamy, że tak. Mieliśmy przecież do czynienia z zaangażowaniem, praktycznie otwartym, białoruskich służb. Służyło to testowi, czy my będziemy zmotywowani do obrony granicy, czy ta obrona będzie skuteczna”

- powiedział prezydent.

- „Uważam, że była to operacja reżimu Łukaszenki ze wsparciem Rosji. Co do tego jestem przekonany, i nie tylko ja, lecz chyba wszystkie osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo Polski, które spotykają się na posiedzeniach Biura Bezpieczeństwa Narodowego, i nie mamy generalnie w tym gronie wątpliwości, co to za operacja, kto za nią stał i kto nią sterował”

- dodał.

W rozmowie z red. Tomaszem Sakiewiczem na antenie TV Republika słowa prezydenta skomentował prof. Piotr Grochmalski z Akademii Sztuki Wojennej, który podkreślił, że operacja „Śluza” była formą testu dla polskiego państwa.

- „To było wprowadzenie w życie doktryny wojny hybrydowej Giersasimowa i Nogowicyna. Nogowicyn, zastępca Gierasimowa jako Szef Sztabu, w istocie podkreśla, że takim wstępnym etapem działań, kluczowym z punktu widzenia rosyjskiej strategii jest naruszenie podstaw funkcjonowania danego, wrogiego państwa”

- wyjaśnił ekspert.

- „Dobrze odczytaliśmy intencje Rosji i szybko na nie zareagowaliśmy. Służby białoruskie chcieli tworzyć zadymę, żeby zamazać pewne procesy, to były prowokacje”

- podkreślił.

Dodał, że celem realizowanej przez Łukaszenkę operacji Kremla było wywołanie frustracji społecznej, zbudowanie niechęci do uchodźców i sprawdzenie zdolności obronnych.