Ministerstwo Obrony Narodowej poinformowało wczoraj, że w czasie zgłaszanych wcześniej polskiej stronie ćwiczeń w pobliżu granicy, dwa białoruskie śmigłowce naruszyły polską przestrzeń powietrzną. Polskie władze odczytały to jako kolejną prowokacją, odpowiadając wezwaniem d'affairs ambasady Białorusi do MSZ.

O znaczeniu tego incydentu wiceszef polskiej dyplomacji Piotr Wawrzyk mówił na antenie Polskiego Radia 24.

- „Incydent ten należy rozpatrywać w kontekście wcześniejszych działań strony białoruskiej, która podejmuje bardzo ryzykowną grę, prowokując różne sytuacje niebezpieczne na granicy”

- zaznaczył polityk.

Wskazał, że wczorajsze wydarzenia wpisują się w cykl prowokacji ze strony białoruskiego reżimu. Podkreślił przy tym, że ta prowokacja była szczególnie niebezpieczna, ponieważ „doszło do naruszenia przestrzeni powietrznej z jednej strony państwa polskiego, ale z drugiej strony Sojuszu Północnoatlantyckiego”. Dlatego polskie władze reagują we współpracy z NATO.

- „Myślę, że reakcja będzie taka, jak do tej pory. Przede wszystkim musi być ona stanowcza, musi być adekwatna do zaistniałych okoliczności i po trzecie uzgodniona z sojusznikami”

- wyjaśnił.