Piechniczek ocenił występ Polaków przeciwko Czechom.
"Nie można powiedzieć, że to były przypadkowe bramki. One zostały przez Czechów wyreżyserowane. Wiedzieliśmy, że rzut z autu to ich silna strona i po takim zagraniu padł pierwszy gol. Drugi był efektem pressingu na naszej połowie, odebrania nam piłki, fatalnego zachowania naszego prawego wahadłowego, który przegrał pojedynek biegowy i pozwolił na dośrodkowanie. I w efekcie po niespełna trzech minutach przegrywaliśmy 0:2, co chyba w bogatej historii naszej kadry nie miało miejsca" - ocenił Piechniczek.
Zdaniem byłego selekcjonera, trener Santos zapewne nie przypuszczał, że jego debiut pójdzie aż tak źle.
"Wszystko co powiedział, co zdążył zrobić z zespołem podczas zgrupowania poszło w niepamięć. Jakby piłkarze nie czuli o co chodzi, rzadko się trafia coś takiego" - powiedział Piechniczek.
Przypomniał także mecz otwarcia eliminacji do Mistrzostw Świata, który wypadł wyjątkowo dobrze polskiej reprezentacji.
"To było w w 1981 roku, kiedy w Lipsku ograliśmy NRD 3:2. Po pięciu minutach prowadziliśmy 2:0" - powiedział.
Jego zdaniem wysoka wygrana nad Albanią może poprawić nastroje w kadrze.
"Kiedy nie stracimy gola, co też jest ważne, a strzelimy kilka, wszyscy powiedzą, że trener Santos jest na dobrej drodze i wie co robi. Potrzebna jest totalna mobilizacja, żeby wygrać w dobrym stylu i wysoko. Wtedy wszyscy będą na innej ścieżce - dużego optymizmu, wiary, że nas stać, że możemy się" - ocenił.
Piechniczek ponownie wypowiedział swoje poglądy o konieczności zatrudniania polskich trenerów. Kontrakt z Fernando Santosem został zawarty na dwa cykle eliminacji, do Euro 2024 i mistrzostw świata 2026.
"Powinien go wypełnić do końca, czego mu serdecznie życzę, ale kiedy odejdzie, to – bez względu na osiągnięte wyniki – uważam, że powinniśmy na zawsze pozostać przy polskich trenerach" - twierdzi Piechniczek.
