Minął rok od fali gwałtownych protestów, które wywołało w Kanadzie odkrycie nieoznakowanych grobów dzieci przy prowadzonych tam od 1831 roku szkołach rezydencjalnych. Były to placówki z internatem, w których umieszczano odebrane rdzennym rodzinom dzieci, aby usunąć ich spod wpływu własnej kultury. Była to inicjatywa rządu, ale 60 proc. szkół powierzono Kościołowi katolickiemu, który w imieniu rządu nimi kierował.
Papież Franciszek udał się do Kanady, aby prosić rdzennych mieszkańców o przebaczenie Kościołowi wyrządzonych im krzyw. Ojciec Święty wyrażał „głęboki wstyd i żal z powodu roli odegranej przez członków Kościoła katolickiego w nadużyciach w założonych przez rząd szkołach z internatem”. Franciszek potępił „kolonizację ideologiczną” oraz „mentalność kolonialną”. Przy okazji brał udział… w pogańskich rytuałach, poprzez które rdzenni mieszkańcy oddają cześć Matce Ziemi.
Na łamach tygodnika „Do Rzeczy” pielgrzymkę papieża komentuje Paweł Lisicki.
- „Zarówno wykonywane przez biskupa Rzymu gesty, jak i towarzyszące im słowa to swego rodzaju największe stężenie absurdu jakie widziałem od lat. Franciszek doskonale odgrywa rolę aktora polityczno-poprawnościowej melodramy. Przeprasza, bije się w piersi (nie swoje), pochyla w cierpieniu głowę, a nawet całuje ręce. Czasem dyskretnie, a czasem głośno pokazuje, jakim koszmarem była przeszłość i jak straszliwą instytucją był tradycyjny, wcześniejszy Kościół. Papież pokazał w Kanadzie, że do perfekcji doprowadził sztukę samoponiżenia i odcinania się od własnej przeszłości. Zero zdziwień”
- stwierdza publicysta.
Dziennikarza nie dziwi entuzjazm, z jakim te gesty i słowa odbierają liberalne media, ponieważ za ich pomocą biskup Rzymu sam potwierdza antykatolickie legendy, których promowanie jest jednym z celów tych mediów. Lisicki wskazuje, iż z wystąpień papieża „można wyprowadzić wniosek, że Kościół w Kanadzie był w zasadzie instrumentem kolonizacji”.
Red. nacz. „Do Rzeczy” podkreśla, że pielgrzymka papieża do Kanady może rodzić wrażenie, iż „misje katolickie niewiele różniły się od obozów koncentracyjnych, a prowadzone przez zakonników szkoły były ośrodkami prześladowania i mordowania”.
Tymczasem, przypomina dziennikarz, nie odkryto jeszcze żadnego ciała dziecka w miejscach, w których rzekomo są masowe groby. Teorie na ich temat opierają się nie na wykopaliskach, a na sondach radarowych.
- „Po drugie, wbrew opowieściom Franciszka, system szkół rezydencjalnych, nawet jeśli nie można go pochwalić, nie był w żadnym razie ani formą ludobójstwa, ani nawet powszechnych, morderczych prześladowań. Miał on służyć przyspieszonej asymilacji rdzennych mieszkańców, a nie ich zabijaniu. Owszem, ówczesne władze wymuszały oddawanie dzieci do placówek, ale nie dlatego, bo chciały je tam torturować czy zabijać, ale po to by je uczyć”
- dodaje.
- „Postępowano bez wrażliwości i z niebywałą tępotą, ale intencja była wzniosła: chodziło o jak najszybsze włączenie Indian do cywilizacji białych Kanadyjczyków. Głupota? Owszem”
- zaznacza.
Za tę politykę jednak nie odpowiadał Kościół, a rządzący.
- „Podsumujmy zatem: nie ma dowodu, że istniały nieoznaczone groby, nie ma dowodu, że były one masowe, nie ma dowodu, że chowano tam dzieci. Tym bardziej nie ma dowodu, że ewentualnie pochowane tam dzieci zostały skrzywdzone, że były prześladowane lub zabijane. System był głupi, ale wynikał z oświeceniowej wiary w to, że przy pomocy dyscypliny i przymusu można szybko wychować cywilizowanego człowieka. Kościół zajmował się edukacją, ale systemu szkół rezydencjalnych nie stworzył”
- wyjaśnia.
Autor wskazuje, że sprawa od początku wynikała ze świadomej, antykościelnej manipulacji, którą teraz „przypieczętował papież”.
Artykuł red. Pawła Lisickiego dostępny jest TUTAJ.
