W „Faktach” TVN pokazano przedwczoraj reportaż, wedle którego policja podjęła czynności wobec przebywającej w szpitalu kobiety, ponieważ ta wcześniej zażyła tabletki poronne. Prawda okazała się jednak inna. Na dzisiejszej konferencji prasowej komendant główny policji Jarosław Szymczyk ujawnił nagrania jasno dowodzące, że policjanci interweniowali w związku z zawiadomieniem lekarza psychiatry, który ocenił, że życiu jego pacjentki zagraża poważne niebezpieczeństwo. W ocenie lekarza, pani Justyna mogła targnąć się na swoje życie, a policja podjęła działania, aby do tego nie dopuścić.

Prezent od TVN natychmiast postanowił jednak wykorzystać lider Platformy Obywatelskiej, który chce użyć historii pani Joanny w kampanii wyborczej. Donald Tusk zapowiedział na 1 października „Marsz miliona serc”, na którym jego sympatycy mają wyrazić swoją niechęć wobec partii rządzącej.

- „Odwaga pani Joanny pokazuje po raz kolejny, że nawet pojedyncza osoba, jeżeli ma odwagę postawić się tej władzy, to może przyczynić się do zmiany. (…) Wtedy, kiedy ludzie są razem i nie boją się powiedzieć tej władzy wprost co o niej myślą i kiedy ludzie zaczynają się liczyć, to czujemy, że ten dzień zmiany, że ten dzień jest tuż-tuż. Chciałbym w imieniu tych wszystkich, którzy wierzą we własną siłę i wierzą, że są zdolni, żeby tę zmianę przeprowadzić - 4 czerwca daliście Polsce nadzieję i proszę dajcie 1 października, nie tylko nadzieję, ale także pełną wiarę w zwycięstwo. W to, że odsuniemy tych złych ludzi od władzy”

- mówił były premier na wczorajszej konferencji prasowej.

Na antenie Radia Wnet nową inicjatywę Donalda Tuska komentował europoseł Suwerennej Polski Patryk Jaki.

- „Oczywiście robią to po to, żeby pokazać rzekomo, że jest taki efekt, że wszyscy są za nimi i tak dalej, ale w sensie liczbowym to tak nie działa. Tutaj w Warszawie na Platformę głosuje 700, 800 tysięcy ludzi”

- zwrócił uwagę.

Polityk zaznaczył, że zdaje sobie sprawę z politycznego efektu marszu z 4 czerwca. Jego zdaniem Zjednoczona Prawica powinna rozważyć organizację podobnego przedsięwzięcia.

- „Są pomysły, ale nie będę ich teraz publicznie przedstawiał. Natomiast co do samego marszu, to powiem tak, że w sensie dla nas liczbowym ostatecznie to i tak nic nie zmienia i tak zdecydują ci ludzie, którzy wcześniej na nas głosowali. Większość z nich rozważa na nas głosowanie. To jest tak, że te spadki sondażowe związane są, z tym że oni odeszli i nie chcą w ogóle głosować”

- powiedział.