- W strefie serwisowej A5 w Gräfenhausen-West w Niemczech od kilku dni protestują uzbeccy i gruzińscy kierowcy ciężarówek należących do polskiej firmy spedycyjnej. Domagają się oni wypłaty zaległych wynagrodzeń – pisze portal Tysol.pl.

Media podają, że pracownicy Patrolu Rutkowskiego przyjechali na miejsce w wozie opancerzonym i próbowali siłą przerwać odbywający się tam strajk. Na miejsce została wezwana policja. W efekcie pracownicy Rutkowskiego oraz szef firmy transportowej zostali aresztowani przez niemiecką policję. W sumie do aresztu trafiło 16 mężczyzn.

- Atmosfera zrobiła się bardzo nerwowa, ponieważ przyjechał on z grupą ubranych na czarno i wyposażonych w kamizelki ochronne mężczyzn – czytamy.

Niemieckie media podają, że aresztowanym zarzucono "usiłowanie napaści i uszkodzenia ciała, zakłócanie zgromadzenia, grożenie protestującym i naruszenie spokoju".

- To, że właściciel firmy logistycznej wysyła paramilitarny gang oraz pojazd opancerzony do Niemiec, aby zakończyć protest kierowców ciężarówek, grożąc im śmiercią, jest karygodne

powiedział Stefan Körzell z Niemieckiego Zrzeszenia Związków Zawodowych.

Do sprawy w rozmowie z Radiem ZET odniósł się właściciel firmy Krzysztof Rutkowski, który tłumaczy się, że jego firma działała „na zlecenie polskiego przedsiębiorcy, któremu kierowcy zablokowali 70 frachtów”.

Starał się wejść do samochodu, wtedy rzucili się na niego gruzińscy i uzbeccy kierowcy. Moi ludzie go obronili

mówił Rutkowski, dodając że jego pracownicy już zostali zwolnieni z aresztu i nie postawiono im żadnych zarzutów.