Abp Georg Gänswein służył u boku Benedykta XVI przez blisko 20 lat. Zaczął tę służbę jeszcze przed wyborem kard. Ratzingera na papieża i pozostał przy niej po jego abdykacji. Po objęciu tronu papieskiego przez Franciszka równolegle pełnił funkcję prefekta Domu Papieskiego do 2020 roku, kiedy to Franciszek wysłał go na urlop. Po śmierci Benedykta XVI rozpoczęły się spekulacje na temat przyszłości niemieckiego duchownego. Teraz jest już jasne, że nie będzie to przyszłość w Watykanie. Nad tym, jakie możliwości otwierają się przed 66-latkiem, zastanawia się rzymski korespondent niemieckiej agencji katolickiej KNA Ludwig Ring-Eifel.
- „W rozmowie z argentyńskim dziennikarzem Franciszek przypomniał, że byli sekretarze papieży powracali do swojej ojczyzny. Jako przykład podał kard. Stanisława Dziwisza, który po śmierci swego wieloletniego szefa, Jana Pawła II, powrócił do rodzinnego Krakowa”
- pisze dziennikarz.
Zauważa jednak, że taki scenariusz jest mało prawdopodobny.
- „W czerwcu 2005 roku kard. Dziwisz został szybko mianowany arcybiskupem Krakowa przez nowego wówczas papieża Benedykta XVI, a niecały rok później wyniesiony do godności kardynała. Wydaje się raczej niemożliwe, by Franciszek miał podobne plany wobec abp Gänsweina – zwłaszcza że abp Stephan Burger we Fryburgu Bryzgowijskim ma dopiero 60 lat i jest w pełni sił”
- wyjaśnia.
Przypomina też, że poza Bawarią, „zgodnie z konkordatem, papież nie może mianować biskupów według własnego uznania”.
Osobisty sekretarz papieża Pawła VI, Pasquale Macchi wrócił po śmierci papieża do swojej rodzinnej parafii, gdzie opiekował się miejscem pielgrzymkowym. Następnie został arcybiskupem Loreto. Chcąc wrócić do swojej macierzystej archidiecezji, będąc już arcybiskupem, Gänswein „powinien przynajmniej poinformować o tym tamtejszego arcybiskupa”.
- „Gdyby abp Gänswein zechciał, mógłby też odzyskać swoje miejsce w kapitule katedralnej we Fryburgu, nadane mu w 1994 roku”
- pisze Ring-Eifel.
Z czego natomiast abp Gänswein miałby żyć? Dzięki wieloletniej pracy w Stolicy Apostolskie ma zapewnioną skromną emeryturę. Zarabia też na swoich książkach. Mógłby również objąć stanowisko wykładowcy prawa kanonicznego na jakimś uniwersytecie.
