Kiedy Brytyjczycy panikują widząc puste półki w sklepach i nie ukrywają swojej złości wobec rządzących, minister środowiska Thérèse Coffey postanowiła „załagodzić” nastroje stwierdzając, że niedobory owoców i warzyw w miesiącach zimowych pomoże przezwyciężyć jedzenie rzepy. Minister powiedziała w ub. piątek w Izbie Gmin, że gdyby Wielka Brytania „pielęgnowała specjalizacje rolnicze”, to teraz jedzono by rzepę właśnie, zamiast myśleć o pomidorach. W ten sposób dolała oliwy do ognia.

Portal money.pl przywołuje komentarze żyjących na Wyspach Polaków z grupy dla brytyjskiej Polonii na Facebooku. Część z komentujących uważa, że problemy wynikają z braku kierowców chętnych jeździć do Wielkiej Brytanii z uwagi na kontrole celne i kolejki. Inni zwracają uwagę na zmniejszenie produkcji w europejskich szklarniach z uwagi na rosnące koszty energii. Jeszcze inni Polacy przekonują natomiast, że cała sprawa wynika z manipulacji sklepów.

- „Sieci robią to specjalnie, żeby wywindować ceny. Mam problem ze znalezieniem warzyw, w szczególności pomidorów, ale też jajek. Politycy mówią nam o przymrozkach w Hiszpanii i Maroku, że podobno tam jest źródło problemu, a tymczasem w tych krajach półki są pełne towarów”

- przekonuje pan Piotr z Bristolu.

- „W Europie tego problemu nie ma, tylko u nas. Jesteśmy Europejczykami drugiej kategorii przez ten brexit”

- dodaje.

Sytuację w rozmowie z money.pl skomentowała Barbara Mirowska z polonijnego portalu „Polish Express”.

- „Wprawdzie nic nie wskazuje, że na obecną sytuację w Wielkiej Brytanii miał wpływ brexit, jednak widać, że sytuacja związana z niedoborem świeżych warzyw i owoców jest gorsza w Wielkiej Brytanii niż w innych krajach w Europie”

- oceniła dziennikarka.