Największe kontrowersje wzbudziło wyróżnienie w kategorii „Obywatel/Obywatelka” Katarzyny Wappy. To autorka jednego z najsłynniejszych fake newsów tworzonych przy okazji prowadzonej przez reżim Aleksandra Łukaszenki „operacji Śluza”, w ramach której próbowano destabilizować państwa unijne za pomocą sztucznie wywołanego kryzysu migracyjnego. Kobieta wystąpiła w programie „Czarno na białym” na antenie TVN24, gdzie ze łzami w oczach opowiadała historię migranta, który miał przez sześć dni płynąć rzeką.
- „Białorusini go wepchnęli wręcz do rzeki i on płynął sześć dni. To było niewiarygodne, ale on płynął sześć dni, w ciągu dnia, w tej lodowatej wodzie. W nocy wychodził na brzeg, mokry, zmarznięty, kładł się na gołej ziemi, nie zapalał ogniska, bo bał się, że go ktoś zobaczy. Potem, jak udało mu się spać maksymalnie do godziny, już ze znużenia, to szedł, żeby się rozgrzać, w nocy. Potem znowu siadał i tak to wyglądało. W tym czasie nie jadł i nie pił, tam parę łyków wody z rzeki, ale się bał pić, bo bał się, że zachoruje”
- opowiadała laureatka Medalu Wolności Słowa.
W uzasadnieniu nominacji przekonywano, że „za mówienie prawdy o uchodźcach zalała ją fala nienawiści, krytyki i prześmiewczych komentarzy”.
Wyróżnienie Katarzynie Wappie wręczyła prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz, która w czasie swojego przemówienia przekonywała, że granicy polsko-białoruskiej nie próbowali przekraczać sprowadzeni przez reżim Łukaszenki migranci ekonomiczni, ale uchodźcy.
- „Jesteśmy winni szczególną wdzięczność tym, którzy stanęli po stronie przyzwoitości i godności ludzkiej. I, nie patrząc na konsekwencje, ruszyli ratować uchodźców, którzy przekraczają granicę polsko-białoruską. Przekraczali i, niestety, nadal przekraczają”
- mówiła.
Wyróżnienie autorki jednej z najbardziej absurdalnych historii w kontekście operacji białoruskich służb skomentował na Facebooku ekspert ds. Bliskiego Wschodu Witold Repetowicz.
- „Katarzyna Wappa, kobieta, która wymyśliła sobie najgłupszego fejka związanego z atakiem demograficznym Łukaszenki na Polskę, tj. opowieść o migrancie, który miał płynąć kilka dni w lodowatej rzece i wychodzić na brzeg w nocy, dostała "medal wolności słowa" od Grand Press. Jest to tak żenujące, że pozostaje wyrazić zdumienie, że medalu pośmiertnie nie dostał też Czeczko. Jednym słowem dno”
- napisał dziennikarz.
