Tomasz Wandas, fronda.pl: Co sądzi Ksiądz o wyroku TSUE w sprawie małżeństw jednopłciowych?
Ks. Robert Skrzypczak: Dla mnie jest to wyraz tego, że Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej stał się już w tej chwili organem, wyrazicielem zupełnie innej koncepcji Europy niż ta do której się przyzwyczailiśmy. To nie jest już Europa De Gasperiego, Schumana czy Adenauera czyli Europa jako wspólnota ojczyzn, wspólnota narodów europejskich, która łączy się w osiąganiu wspólnych celów głównie dotyczących handlu, rynku, swobody w przemieszczaniu się, pracy i współpracy kulturowej, tylko idzie w stronę koncepcji Spinellego czyli w stronę stworzenia jednego wielkiego superpaństwa, które zarządza wszystkimi narodami, w założeniu, że my jako narody mamy stać się podrzędnymi etniami. Polska w tym układzie mimo, że przynależność do Unii Europejskiej stanowi duże dobro, dużą wartość dodaną i zysk dlatego też Jan Paweł II chciał żebyśmy aktywnie uczestniczyli w Unii Europejskiej. W koncepcji superpaństwa my stajemy się podrzędną, podległą, mało znaczącą peryferią. W związku z tym usiłuje się nam narzucać przepisy, które poddają wątpliwość, wręcz kwestionują nie tylko zapisy w naszej ustawie zasadniczej ale i wartości wokół których jest tworzone dobro wspólne a więc rodzina, naród, wspólnota państwa polskiego.
Czy wyroki TSUE są wiążące dla Polski?
W moim przekonaniu, my po to podpisując Traktat Lizboński, po to razem z Wielką Brytanią podpisaliśmy tak zwany Protokół Brytyjski żeby zabezpieczyć się przed takimi ewentualnymi próbami narzucania nam decyzji niezgodnych z naszą polską tożsamością. Dlatego też powinnismy bronić się, a mamy do tego prawo żeby postawić pozytywny ale i zdecydowany opór wobec takiej formy przede wszystkim niszczenia pojęcia małżeństwa. Małżeństwo nie tylko w naszej Konstytucji, ale i wielu innych krajach Unii Europejskiej jest zdefiniowane jako wspólnota zbudowana z mężczyzny i kobiety, którzy są otwarci na potomstwo. Dlatego też państwo czy naród otacza tę podstawową wspólnotę szeregiem przywilejów, bowiem jest to miejsce w którym rodzi się życie, rodzi się nowy człowiek. Karol Wojtyła rodzinę nazywał środowiskiem osobowo twórczym. Małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety, rodzina, to nie jest wytwór Kościoła, wymysł chrześcijaństwa tylko jest to coś, co istnieje od samego początku ludzkości. Świadczą o tym także najstarsze ślady kultury ludzkiej. Ludzie jakby od zawsze mieli w swojej naturze to wpisane. Trudno się zgodzić na zrównanie w prawach i przywilejach małżeństwa oraz innych alternatywnych form - jak to lubią nazywać przedstawiciele lewicy - realizacji miłości ludzkiej. Nie jesteśmy od tego żeby odurzać się powiedzeniem „love is love mr. president”. Czyli każda miłość usprawiedliwia jakąkolwiek formę przeżycia. W tej sytuacji musielibyśmy także odstąpić od prawa monogamii a być może pójdziemy kiedyś w kierunku akceptacji związków międzygatunkowych. W Europie są już niektóre frakcje parlamentarne, które walczą na przykład o rozszerzenie praw osoby na niektóre gatunki zwierząt, co czasami prowadzi do absurdów, że ktoś żąda zalegalizowania związku z własnym psem czy chomikiem. Żeby doprowadzić do maksimum absurdu jedna dziennikarka z Mediolanu kilka lat temu - była to słynna sprawa we włoskiej prasie - przeprowadziła przez sąd, powołując się na dopuszczalne zapisy i procedury prawne do zawarcia związku partnerskiego sama z sobą. Na pewno nie możemy zgodzić się na dopuszczenie absurdu. Jedną z dróg do doprowadzenia siebie do absurdu jest tak zwana „zbrodnia semantyczna” czyli redefiniowanie pojęć, narzucanie pojęć nam znanych w całkowicie innym brzmieniu. Chodzi tu także o pojęcie małżeństwa, rodziny, które powinno być cenne nie tylko dla człowieka wierzącego, czy człowieka, który czuje gdzieś głęboko więź ze swoją naturą ale także dla dobra państwa. Rodzina jest zawsze tym na czym opiera się przedsiębiorczość, edukacja. Na rodzinie są tworzone zdrowe społeczeństwa. Bez rodziny stajemy się czymś podobnym do rozbicia atomu.
To znaczy?
Dokonuje się społeczna czy aksjologiczna eksplozja. Stajemy się sami dla siebie czymś niezrozumiałym.
Jaka jest moc wyroków TSUE?
Zależy to od tego na co zgodzą się instytucje państwowe. My jako ludzie wierzący, czy jako przedstawiciele Kościoła mamy prawo podnosić głos proroczy, profetyczny przestrzegając przed niebezpieczeństwem albo domagając się zgody zapisów prawnych ze stanem faktycznym, czyli z prawdą. Do nas należy głos Jana Chrzciciela, proroka. Jednocześnie mamy prawo do tego żeby stawiać opór biorąc w obronę cenne dla nas wartości ale także i struktury społeczne.
Czy prawo unijne ma pierwszeństwo przed prawem krajowym?
Rozumiem, że jest tu „Wieża Babel”, bełkot, dyskusja. Wszystko zależy od tego czy ktoś wychodzi z założenia, że ważna jest identyfikacja narodowa czy ważna jest identyfikacja ponadnarodowa, czy jesteśmy jeszcze w strukturach państwa czy budujemy jakąś strukturę superpaństwa. Dlatego też „toniemy” w interpretacjach. Moim zdaniem jeśli zgodzimy się na to, że będzie kwestionowana nasza Konstytucja to godzimy się jednocześnie na wypłukanie znaczenia i wyjątkowej odpowiedzialności tego co znaczy być członkiem polskiej wspólnoty, co znaczy być Polakiem. Powinniśmy wychodzić z założenia, że bycie Polakiem jest o wiele cenniejsze niż ogólnie brzmiące pojęcie bycia Europejczykiem. Myślę, że każdy zdrowo myślący człowiek na tej ziemi zgodzi się ze ze mną. Znam dobrze Włochów, znam dobrze Francuzów, wiem, że są dumni ze swojej tożsamości. Nie spotkałem do tej pory wśród moich przyjaciół Włocha, Francuza, który by uważał, że bycie Europejczykiem więcej znaczy niż bycie Włochem, Francuzem. My analogicznie powinniśmy wyzbywać się jakiegokolwiek kompleksu.
Czy wyrok TSUE trzeba wykonać?
W przypadku wspólnoty narodowej jeśli zgodzimy się, że zapisy Konstytucji będą kwestionowanie przez trybunały międzynarodowe, to w takim razie godzimy się także na powolną aksamitną aneksję. W moim, prywatnym przekonaniu jako obywatela, także jako katolika, jako księdza w tym punkcie nie powinniśmy zgodzić się na wykonywanie tych wyroków. W przeciwnym razie otworzymy Puszkę Pandory. Wszyscy, którzy będą chcieli wymusić tak zwane związki homoseksualne zrównane z małżeństwem, nie będą musieli respektować praw polskich wystarczy, że wybiorą się na jednodniową wycieczkę zagraniczną i wrócą z odmiennymi dokumentami.
Dziękuję za rozmowę.
