Była kanclerz Niemiec przekonywała w Lizbonie, że odchodząc od energetyki jądrowej i węglowej gaz „miał być potrzebny w okresie przejściowym”.

- „Z perspektywy tamtego czasu bardzo racjonalne i zrozumiałe było pozyskiwanie gazu rurociągami, w tym z Rosji, który jest tańszy niż LNG (skroplony gaz ziemny) z innych krajów”

- mówiła.

W związku z tym stwierdziła, że „nie żałuje energetycznej polityki swojego rządu ws. kupowania dużych ilości gazu ziemnego z Rosji”.

Wcześniej Merkel przekonywała, że Europa potrzebuje architektury bezpieczeństwa, „która obejmuje również Rosję”, a Niemcy muszą „pomyśleć o tym, co nie do pomyślenia, co w tej chwili jest prawie niewyobrażalne - mianowicie o tym, jak można ponownie rozwinąć coś w rodzaju relacji z Rosją”.

Mimo odejścia Merkel z polityki, Berlin od początku wojny uznawany jest za głównego hamulcowego wsparcia Ukrainy i sankcji przeciw Rosji. Rząd Olafa Scholza mówi jednym głosem z rządem Węgier. Kilka dni temu Scholz i Merkel spotkali się nawet w Berlinie z Viktorem Orbanem. Co może oznaczać w najbliższej przyszłości ta współpraca?

- „Pytanie, czy rozmowy te nie przerodzą się w inicjatywę, która w oparciu o tych polityków i zapewne jeszcze Macrona, będzie w najbliższym czasie jeszcze mocniej niż dotychczas naciskać na Kijów w kwestii rozmów pokojowych z Putinem, oznaczających zgodę na narzucenie jego woli”’

- zauważa na łamach portalu tvp.info Petar Petrović.

- „To też pokazuje, że aktywacja Merkel – może nie być przypadkowa, a była kanclerz odegra w najbliższym czasie rolę, o której pisano już wcześniej – czyli formę łącznika między Zachodem a Rosją - stając się w ten sposób przystępniejszą opcja niż Gerhard Schröder”

- dodaje publicysta.

Autor podkreśla, że to poważny powód do obaw dla Kijowa i jego sojuszników.