Mimo że na własnej skórze doświadczył prześladowań ze strony władz komunistycznej Albanii, w jego głębokim głosie nadal pobrzmiewa radość. Kardynał Ernest Simoni ma twarz naznaczoną cierpieniem. To pokłosie szykan, które spotkały go za czasów dyktatury Envera Hodży. Opowiadał: „Komunistyczne władze usiłowały odciągnąć mnie od Jezusa, ja jednak nie straciłem wiary. Nie chcąc się jej wyprzeć, trafiłem do aresztu. Było to w wigilię Bożego Narodzenia 1963 roku, gdy odprawiałem Mszę Świętą. Kazali mi bluźnić przeciwko Jezusowi, Kościołowi i ojcu świętemu, a kiedy odmówiłem, zakuli mnie w łańcuchy. Serce przestało mi bić i już myślałem, że umrę, ale Jezus obdarzył mnie łaską i pomógł stawić czoło trudnościom: skazali mnie na śmierć, a potem zmienili wyrok na osiemnaście lat przymusowych robót w kopalni w Spaç. Gdy odzyskałem wolność, znowu skazano mnie na przymusowe roboty. Przez dziesięć lat pracowałem przy czyszczeniu kanałów w Szkodrze. Światło, miłość i Boża łaska towarzyszyły mi każdego dnia”.
Z jasnych oczu kardynała Simoni przebija wprost niewiarygodna siła przekładająca się na niezachwianą wiarę, oddanie i całkowite zawierzenie Bogu – przymioty konieczne do tego, aby każdego dnia mierzyć się z królem łgarstwa, nie wpadając przy tym w pułapkę i nie ulegając prowokacjom demona.
Papież Franciszek poznał historię Simoniego i spotkał się z nim w 2014 roku w Tiranie. W listopadzie 2016 roku postanowił nadać mu godność kardynalską, aby poprzez purpurowe szaty Simoni dawał świadectwo męczeństwu tych, którzy się nie uginają i na przekór trudnościom otwarcie wyznają wiarę chrześcijańską – tak jak on wiele lat temu robił to w swojej ojczyźnie. Odnajduję kardynała we Florencji, którą dawno temu obrał na swoją siedzibę. Mieszka tam ze swoim bratankiem. Odbiera telefon i przekonany, że jestem kolejnym wiernym, który prosi o pomoc, bez zbędnych wstępów zaczyna recytować łacińskie formuły. Modli się przez co najmniej pięć minut bez przerwy, udziela mi błogosławieństwa i zaleca modlitwę. W tle słychać telewizor: zanim ośmieliłem się mu przeszkodzić, kardynał oglądał emitowany na Canale 5 teleturniej, który prowadzi Gerry Scotti. – Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus – mówi na zakończenie i odkłada słuchawkę. Nie poddaję się: dzwonię na komórkę i tym razem udaje mi się wytłumaczyć, o co mi chodzi. Kardynał uprzejmie zgadza się odpowiedzieć na pytania o egzorcyzmy i jest gotów rozwiać wszelkie moje wątpliwości, stawia jednak pewien warunek: rozmowę poprzedzi kolejna modlitwa.
Więcej znajdziesz w książce „Mam na imię Szatan. Historie egzorcyzmów od Watykanu po Medjugorje”
Od jak dawna praktykuje ojciec egzorcyzmy?
Od sześćdziesięciu lat. Pierwszy egzorcyzm odprawiłem jako trzydziestolatek, na dziewczynie, która krzyczała i zawodziła. Odegnałem od niej szatana. Muszę powiedzieć, że wszystkie odprawione przeze mnie egzorcyzmy przyniosły spodziewany skutek, ale nie dlatego, że jestem w tym dobry. Po prostu przemawia przeze mnie Pan. Dużą rolę odgrywa także wiara osób opętanych.
Komuniści aresztowali ojca właśnie z powodu egzorcyzmów…
Tak, to był jeden z zarzutów. Ateistyczny komunizm chciał zniszczyć Kościół. Od tamtej pory odprawiam egzorcyzmy regularnie.
Czy naprawdę można odprawiać egzorcyzmy przez telefon?
Technologia może wiele zdziałać, ale nie wolno zapominać, że egzorcyzm z prawdziwego zdarzenia wymaga bezpośredniego, fizycznego kontaktu z opętanym. To, co się dzieje przez telefon, potocznie nazywamy egzorcyzmem, lecz w gruncie rzeczy jest to żarliwa modlitwa o uwolnienie, która bez wątpienia przynosi ulgę ofiarom nadzwyczajnego działania demona.
Czy jakiś przypadek opętania szczególnie zapadł ojcu w pamięć?
Kiedyś pewną restaurację na Florydzie nawiedziła plaga robactwa i much. Wszyscy dwoili się i troili, żeby się od nich uwolnić, ale nie potrafili się pozbyć owadów. Właścicielka lokalu, bardzo pobożna kobieta albańskiego pochodzenia, zmawiała z rodziną nawet pięć różańców dziennie. Któregoś dnia skontaktowała się ze mną, a ja poleciłem jej ustawić telefon w taki sposób, żeby wszyscy mogli usłyszeć mój głos. Zgromadziło się wiele osób… Modliłem się żarliwie i po kilku minutach owady zniknęły. Inwazja była dziełem szatana. W restauracji panoszyły się złe duchy, ale Jezus skutecznie się z nimi rozprawił.
Jaka jest najgorsza rzecz, jaką usłyszał ojciec od demona?
„Niczego ze mną nie wskórasz”. Ja jednak się modliłem, modliłem się gorąco i dzięki temu zawsze osiągałem cel. Matka Boża otacza nas opieką, dlatego nie powinniśmy się bać.
Czy był ojciec świadkiem jakichś osobliwych zjawisk?
Zdarza się, że kiedy odprawiam egzorcyzmy w obecności setek osób, ktoś podrywa się do góry, ktoś inny szczeka, toczy pianę z ust albo usiłuje mnie opluć. Nieraz słyszałem od demonów: „Ty, kardynale z Albanii, przyszedłeś, żeby nas nękać i przepędzać”. Inne mówiły: „Ojciec Pio wysłał cię z nieba, żebyś nas dręczył”.
Czy odprawiając egzorcyzmy, zwraca się ojciec do któregoś ze świętych?
Zawsze powołuję się na św. Gemmę Galgani, św. Marię Goretti, św. Teresę od Dzieciątka Jezus, św. Antoniego Padewskiego. I na św. Jana Bosko. Mam również cudowny krzyż, który dostałem we Florencji od sióstr ze zgromadzenia Gemmy Galgani. Pewnego dnia jakaś opętana kobieta krzyknęła do mnie w kościele: „Odsuń ten krzyż, bo to bardzo niebezpieczna i potężna broń!”. Nawet w Watykanie spotkało mnie coś podobnego…
To znaczy?
Wybrałem się do Watykanu z pewnym zakonnikiem egzorcystą. Miałem na sobie specjalny pasek. W pewnej chwili opętany zawołał: „Zdejmij go! Zdejmij go, bo parzy!”. Już wcześniej zdarzało mi się użyć tego paska przy odprawianych w Watykanie egzorcyzmach.
Czy często odwiedza ojciec różne włoskie miasta w celu odprawienia egzorcyzmów?
Jadę tam, gdzie mnie zapraszają. Pamiętam, że w Viterbo zatrzymałem się w klasztorze. Miejscowy egzorcysta powiedział mi, że widząc, jak wchodzę do refektarza, od razu pomyślał o Janie Pawle II. Z daleka przypominałem mu papieża Wojtyłę. Zrobiło mi się bardzo miło, bo święty papież był naszym sprzymierzeńcem. Wiedział, że egzorcyzmy pomagają ratować ludzi. Koniec końców sam też był egzorcystą.
