- "Mieszkańcy Izraela pielgrzymują do Jerozolimy, aby powstrzymać zerwanie umowy między narodem a rządem oraz początek upadku żydowskiego i demokratycznego Izraela" – mówi jedna z liderek protestu Szikma Bresler na opublikowanym w sieci nagraniu.

Marsz rozpoczął się we wtorek w Tel Awiwie i cały czas zmierza w kierunku Jerozolimy, co przy obecnych upałach i dystansie około 60 km do pokonania stanowi nie lada wyzwanie. Maszerują więc głównie rano i wieczorem. W nocy natomiast obozują w namiotach. Przedmiotem protestów są zapowiedziane przez Netanjahu planowane zmiany w sądownictwie, „które mają wpłynąć na demokrację w kraju” – czytamy na portali i.pl.

Jak podali organizatorzy, w piątek rano marsz liczył około 10 tys. osób. W niektórych rejonach kraju dochodzi też równolegle do zamieszek.

Przeciwko zapowiadanym reformom protestują także rezerwiści, w tym ci nadal związani z lotnictwem.

- W liście skierowanym do członków parlamentu, szefa Sztabu Generalnego Sił Obronnych Izraela (IDF) generała Herciego Halewiego oraz dowódcy Sił Powietrznych Izraela (IAF) generała Tomera Bara, 1142 rezerwistów oświadczyło, że kontrowersyjne plany rządu zmuszają ich do zaprzestania służby – podaje portal i.pl.

- "Ustawodawstwo, które wpływa na żydowski lub demokratyczny charakter państwa Izrael, musi być wdrażane w drodze negocjacji i szerokiego porozumienia społecznego" – możemy przeczytać w liście.

O takiej postawie rezerwistów pisał w ostatnich miesiącach portal Times of Israel. Sprzeciwiają się oni upolitycznieniu sądownictwa, przez co zagrożona będzie demokracja.

- "Musimy walczyć o kraj, w którym nasze dzieci będą chciały żyć" – piszą dalej wojskowi.