Na recepcję jednego z olsztyńskich hoteli zadzwoniła osoba, która prosiła o pomoc i możliwość awaryjnego lądowania śmigłowca na hotelowym lądowisku. Następnie recepcjonistka usłyszała krzyk i połączenie zostało przerwane. Natychmiast poinformowała o tym telefonie policję.
- „To zgłoszenie zostało potraktowane bardzo poważnie, brzmiało realistycznie. Na miejscu pracowało 70 strażaków, prawie 20 zastępów, dwie łodzie na pobliskim jeziorze. Również we wcześniejszym etapie akcji lotnicze pogotowie ratunkowe z powietrza penetrowało teren, ponadto fruwały tam dwa drony”
- przekazał st. kpt. Grzegorz Różański z Komendy Wojewódzkiej Państwowej straży pożarnej w Olsztynie.
Przed godziną 22 było już jasne, że żaden śmigłowiec się nie rozbił. Telefon był „żartem” wymyślonym przez trzech chłopców, którzy odpowiedzą teraz przed sądem dla nieletnich. Ich rodzice najpewniej będą musieli ponieść koszty ogromnej akcji.
