„Mark i jego rodzina są teraz uwolnieni od cienia, jaki rzuciła na nich administracja Bidena. Rzuciliśmy wyzwanie Goliatowi – pełnej potędze rządu Stanów Zjednoczonych – i zwyciężyliśmy. Ława przysięgłych przejrzała i odrzuciła dyskryminacyjną sprawę oskarżyciela, która była od samego początku nękaniem. Departamentowi Sprawiedliwości Bidena, który zastraszał pro-liferów i ludzi wiary, pokazano, gdzie jest jego miejsce” – powiedział Peter Breen z Thomas More Society, który stał na czele obrony Houcka.

Zatwierdzony w roku 1994 FACE Act zakazuje „agresywnego, groźnego, szkodliwego i obstrukcyjnego zachowania, którego zamiarem jest zranić, zastraszyć lub przeszkadzać w prawie do szukania, uzyskania lub zapewnienia usług zdrowia reprodukcyjnego”. Takie zarzuty postawiono Houckowi, kiedy brygada antyterrorystyczna wtargnęła do jego domu we wrześniu zeszłego roku.

Houcka oskarżał Bruce Love z proaborcyjnej „ochrony”, twierdząc, że pro-lifer pchnął go na ziemię przed kliniką aborcyjną przy dwóch różnych okazjach, przeszkadzając mu w pełnieniu obowiązków. Dowodem było nagranie wideo. Tymczasem Houck twierdził, że zrobił to broniąc swojego 12-letniego syna przed napastowaniem go przez Love’a, który używał wobec dziecka wulgarnego języka. W sądzie adwokaci Houcka również argumentowali, że pro-lifer stanął w obronie swojego syna.

Sprawa aresztowania Houcka wywołała oburzenie obrońców życia, katolików i konserwatystów, stając się przykładem zastraszania amerykańskich pro-liferów przez administrację proaborcyjnego Joe Bidena, który twierdzi, że jest katolikiem. Na ogrom poparcia dla Houcka wskazuje fakt, że w wyniku kampanii na jego rzecz obrońcy życia zebrali 400.000 dolarów. „Washington Examiner” jeszcze przed poniedziałkowym orzeczeniem skomentował sprawę: „Ludzie, którzy chcą widzieć kres aborcji, ale potrzebują inspiracji, powinni czerpać wzór z Marka Houcka”.