Wierzącemu chrześcijaninowi trudno jest nieraz opędzić się od natręctwa reklam, ale dla niego prawdziwe świętowanie rozpoczyna się od Adwentu, a trwa do Matki Boskiej Gromnicznej, kiedy to kończy się śpiewanie kolęd i rozbiera się choinkę. A 6 stycznia obchodzimy uroczystość Trzech Króli czyli Objawienie Pańskie. Od pewnego czasu wprowadzono do naszych miast i miasteczek orszak Trzech Króli, który ma na celu ożywić naszą wiarę i oddać razem z Mędrcami hołd Zbawicielowi. W dawnych czasach święcono dnia 6 stycznia złoto, kadzidło mirrę i kredę. Z tą poświęconą kredą ruszano dopiero nazajutrz z wizytą kolędową, wypisując na drzwiach odwiedzonego mieszkania litery K+M+B (Kacper, Melchior, Baltazar) lub C+M+B (Christus mansionem benedicat – Niech Chrystus pobłogosławi mieszkanie).

U nas kolęda często kojarzy się poza pieśnią kolędową z ofiarą, którą się składa księdzu podczas odwiedzin. „Nie dałam kolędy”, to znaczy „Nie złożyłam ofiary”. A przecież to nie jest najważniejsze. Czasem kapłan ogłasza, że podczas kolędy będą zbierane ofiary na określony cel w kościele. Wtedy wypada dać, bo przecież parafianie utrzymują kościół. Ale normalnie nie może być żadnego wymuszania ofiar; gorliwy parafianin sam składa ofiarę, widząc aktualne potrzeby. Poza tym, pamiętajmy, że jako wspólnota parafialna jesteśmy odpowiedzialni jedni za drugich. Niech nie będzie wśród nas ludzi osamotnionych. Nie siedźmy u nich godzinami i na zamęczajmy ich plotkami, ale – z życzliwością i troską… Cokolwiek uczyniliście…

Tekst ukazał się na blogu ojca Leona Knabita OSB

Leon Knabit OSB – ur. 26 grudnia 1929 roku w Bielsku Podlaskim, benedyktyn, w latach 2001-2002 przeor opactwa w Tyńcu, publicysta i autor książek. Jego blog został nagrodzony statuetką Blog Roku 2011 w kategorii „Profesjonalne”. W 2009 r. został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.