Zaczęliśmy od smutnych rzeczy, ale od razu połączyliśmy je z pogodnymi, z dziękczynieniem. Tak, bo w każdej Mszy św. słyszymy, że słuszną i zbawienną jest rzeczą zawsze i wszędzie składać Bogu dziękczynienie. Warto o tym pamiętać zwłaszcza w tym tygodniu, w którym szczególnie czcimy Chrystusa w Eucharystii. Przecież samo słowo Eucharystia znaczy dziękczynienie. Jezus ustanawiając sakrament Ciała i Krwi swojej dzięki czynił, a i my dziękujemy dzisiaj za ten wielki dar Jego Miłości. Ale czy zawsze dziękujemy? Za nowy dzień, za to, że wciąż jeszcze mamy co postawić na stół, za to, że wyzdrowieliśmy po covidzie, czy po innej chorobie, że samochód wciąż sprawny, że rodzina i sąsiedzi życzliwi? Za każdy najmniejszy nawet dobry drobiazg winniśmy Bogu dziękować. Przecież to wszystko z Jego ręki. Ale co zrobić, kiedy z Jego ręki przychodzą cierpienia i ciężkie doświadczenia? Ile wiary i siły ducha trzeba, by powtórzyć z błogosławionym Hiobem: „Dał Pan i zabrał Pan. Jak się Panu Bogu podobało, tak się stało; niech Imię Pańskie będzie błogosławione!”
Módlmy się o męstwo, gdy na nas spadnie ciężki krzyż cierpienia. Módlmy się za tych, którzy nie mają siły, by podziękować za osamotnienie, za długą uciążliwą chorobę, za kogoś ciężko chorego, którego trzeba pielęgnować w domu, za tych, którzy nie mogą się utulić po stracie kogoś najbliższego. Bądźmy przy nich, o ile to możliwe, by mogli w swoim utrapieniu choć za nas Bogu podziękować. Zawsze i wszędzie składać dziękczynienie…
Tekst ukazał się na blogu ojca Leona Knabita OSB
Leon Knabit OSB – ur. 26 grudnia 1929 roku w Bielsku Podlaskim, benedyktyn, w latach 2001-2002 przeor opactwa w Tyńcu, publicysta i autor książek. Jego blog został nagrodzony statuetką Blog Roku 2011 w kategorii „Profesjonalne”. W 2009 r. został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.
