W piątek po południu policja zatrzymała w podwrocławskim Kiełczowie poszukiwanego listem gończym w celu odbycia kary sześciu miesięcy pozbawienia wolności za oszustwo Maksymiliana F. Zatrzymanie przebiegało spokojnie. Mężczyzna najpierw został przewieziony na komisariat przy ul. Połbina we Wrocławiu. Stamtąd miał zostać przewieziony na komisariat przy ul. Ślężnej. W radiowozie jednak wyciągnął broń i strzelił w głowy konwojujących go funkcjonariuszy.

Najprostszym wyjaśnieniem był brak przeszukania zatrzymanego. Okazuje się jednak, że F. był przeszukiwany dwukrotnie. Swoimi ustaleniami na ten temat dzieli się „Rzeczpospolita”. Pierwszy raz 44-latka przeszukali funkcjonariusze, którzy dokonali zatrzymania. Później raz jeszcze został przeszukany na komisariacie, co zarejestrowały kamery monitoringu. Tam nie miał przy sobie broni.

- „A jednak miał ją w radiowozie, w którym zastrzelił po godz. 22 w piątek dwóch policjantów. Jak to możliwe? Wstępna hipoteza zakłada, że F. mógł ukryć ją w radiowozie wcześniej, kiedy go przewożono z domu na komisariat. To jednak wskazywałoby, że przeszukanie było pobieżne”

- wskazuje „Rzeczpospolita”.

Sekcja zwłok

Rzecznik Prokuratury Krajowej prok. Łukasz Łapczyński poinformował dziś o wynikach sekcji zwłok zamordowanych funkcjonariuszy.

- „Ze wstępnej opinii biegłych z zakresu medycyny sądowej wynika, że przyczyną śmierci policjantów były obrażenia doznane w wyniku postrzału”

- powiedział.

Podkreślił, że obecnie nie jest możliwe przekazanie szerszych informacji.