Ministerstwo Klimatu i Środowiska (MKŚ) przedstawiło niedawno nową wersję rozporządzenia w sprawie zmiany wielkości udziału ilościowego sumy energii elektrycznej wynikającej z umorzonych świadectw pochodzenia. Jak donoszą media, udział ten w ostatnim czasie uległ radykalnym zmianom, które zagrażają funkcjonowaniu istniejących źródeł wytwórczych tzw. zielonej energii (przedsięwzięcia, które zostały zrealizowane do połowy 2016 roku).
Chodzi konkretnie o świadectwa pochodzenia, które potwierdzają, że dana energia pochodzi z „zielonych”, czyli wolnych od emisji CO2 źródeł. Zgodnie z pierwotnym założeniem firmy obrotu miały wykazać certyfikatami, że w 2024 roku 11 proc. sprzedawanej przez nie energii pochodzi z OZE. Jednak według nowej wersji projektu odsetek ten spadnie do zaledwie 5 proc., co – uważają producenci – może wpływać na zaburzenia w funkcjonowaniu rynku energii.
– „To oznacza koniec zielonej transformacji i rozwoju gospodarczego i szansy dla polskich przedsiębiorców. Brak inwestycji w OZE to również utrwalenie węglowego miksu energetycznego generującego najwyższe koszty, a długofalowo utrzymanie wysokich cen energii elektrycznej dla jej konsumentów. W zaproponowanych zmianach zrezygnowano ze zdefiniowania wysokości obowiązku umarzania zielonych certyfikatów na trzy kolejne lata (co było powszechnie chwalone przez branżę OZE, jako budowanie przewidywalnych warunków funkcjonowania), na rzecz jednorocznego określenia przedmiotowej wartości, co takiej pewności nie tworzy”
– podaje serwis wnp.pl.
Co to oznacza dla OZE?
Dostawcy objęci restrykcjami uważają, że zaproponowane w projekcie zmiany przyniosą negatywne konsekwencje dla producentów bazujących na odnawialnych źródłach energii, a nawet mogą doprowadzić ten sektor do nieopłacalności. Co więcej, nowe przepisy prawdopodobnie wpłyną na niechęć Polaków do inwestowania swoich oszczędności w przedsięwzięcia powiązane z OZE. To jednak nie tylko strata dla wytwórców, ale i konsumentów energii – zwykłych obywateli.
– Będzie dużo mniejsze zainteresowanie inwestowaniem w odnawialne źródła energii. Nowe przepisy uderzą w przedsięwzięcia, które istnieją, a z pewnością też odbiją się na budowie nowych czy kredytowaniu inwestycji. Wzrośnie koszt kapitału, ponieważ ryzyko dla inwestorów podniesie się dramatycznie i nikomu nie będzie opłacało się stawianie na OZE. To spowoduje, że ceny energii w kraju będą droższe
– twierdzi Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.
W jego przekonaniu takie działanie jest zupełnie niezrozumiałe, niespodziewane i szkodliwe, a co więcej – całkowicie odmienne od dotychczasowej polityki rządu, który doprowadził do ogromnego rozwoju odnawialnych źródeł energii w Polsce. Promocja i wsparcie OZE umożliwiło uwzględnienie ich w krajowym miksie energetycznym. Jak wskazuje ekspert z PSEW, nie stoimy już tylko twardo na węglu, ale również możemy pochwalić się fotowoltaiką, farmami wiatrowymi czy wiatrakami na morzu. Teraz te osiągnięcia mogą jednak zostać szybko zaprzepaszczone.
