Przy Bramie Brandenburskiej dzień po rocznicy rozpoczęcia rosyjskiej agresji na Ukrainę odbyła się demonstracja "Manifest dla pokoju". Jej organizatorki to lewicowa polityk Sara Wagenknecht i feministka Alice Schwarzer. Sama manifestacja wzbudziła w Niemczech ogromne kontrowersje.

Wymienione kobiety dwa tygodnie temu opublikowały list otwarty pod tytułem "Manifest dla pokoju", pod którym podpisało się ponad 620 tysięcy osób. Co ciekawe, tekst spotkał się z poparciem prawicowo-populistycznej i otwarcie prorosyjskiej partii AfD (Alternativ fur Deutschland).

Zdaniem autorek, negocjacje "oznaczają kompromis po obu stronach". "(...) ich celem jest uniknięcie kolejnych setek tysięcy ofiar i czegoś jeszcze gorszego" - uważają autorki, twierdząc jednocześnie, że dalsze wspieranie Ukrainy przerodzi się w konflikt nuklearny.

Schwarzer udzieliła niedawno wywiadu niemieckiej agencji DPA, w którym stwierdziła, że liczba podpisów pod manifestem daje szansę na powstanie "prawdziwego ruchu obywatelskiego".

"Tu chodzi o przetrwanie ludzkości" - powiedziała Schwarzer, która nie odrzuca całkowicie dostaw broni, ale uważa jednocześnie, że powinny im towarzyszyć wysiłki dyplomatyczne.

""Po roku śmierci i zniszczenia pytam: co nas powstrzymuje przed rozpoczęciem negocjacji teraz, zamiast czekać trzy lata?" - powiedziała. "Jesteśmy tu, bo nie czujemy się reprezentowani przez niemiecki rząd" - dodała.

Na dzisiejszej manifestacji pojawiło się 13 tys. osób. W jej trakcie zakazane były symbole "V" i "Z", powszechnie już utożsamiane z rosyjską inwazją na Ukrainę. Widać było wiele flag Rosji. Nikt nie przyniósł za to flag ukraińskich.

Czołowi niemieccy politycy skrytykowali Wagenknecht, Schwarzer, ich manifest i całą odbywającą się dzisiaj demonstrację. Minister gospodarki Robert Habeck z partii Zielonych powiedział w w piątek w telewizji ARD „każdy przy zdrowych zmysłach chce pokoju”, jednak lewicowa polityk Sahra Wagenknecht i jej zwolennicy chcą „sprzedać jako pokój coś, co imperialistyczny dyktator narzuca Europie”.

"Kto nie stoi u boku Ukrainy, ten stoi po złej stronie historii" - napisał z kolei na Twitterze szef współrządzącej w Niemczech liberalnej FDP Christian Lindner.

Ponadto od Wagenknecht zdystansowała się także jej macierzysta partia Lewica. "Szkoda, że partia nie została poinformowana ani zapytana o zdanie na temat tej odezwy – powiedziała grupie medialnej Funke przewodnicząca Lewicy Janine Wissler.

Posłanka z rządzącej w Niemczech SDP Katja Mast przestrzegła z kolei, że wszystkie zdjęcia z dzisiejszej demonstracji zostaną wykorzystane przez propagandę kremlowską.