Bundestag wezwał w kwietniu niemiecki rząd do realnego wsparcia Ukrainy i przekazania napadniętemu przez Rosję państwu ciężkiej broni. Pomoc ta miała odbyć się również w ramach tzw. „Ringtausch”, czyli mechanizmu wymiany pomiędzy Niemcami a państwami wschodniej flanki, mogącymi szybko przekazać Ukrainie poradzieckie czołgi. W ramach tego mechanizmu Polska przekazała Kijowowi czołgi T-72. Berlin miał uzupełnić ubytki w polskiej armii, wysyłając nam swoje Leopardy. Do tej pory jednak ani jeden niemiecki czołg nie trafił do sojuszników.
Do sprawy wraca dziś „Sueddeutsche Zeitung”, na którego łamach Mike Szymanski przekonuje, że „poza deklaracjami zamiarów i licznymi kłopotami, system wymiany sprzętu niewiele przyniósł, a z Polską doszło wręcz do ostrego sporu”.
Niezadowolenia z niespełnionych obietnic nie ukrywają również pozostali partnerzy. Wciąż nie udało się dojść do porozumienia m.in. ze Słowenią, której Berlin zaoferował pojazdy opancerzone typu Marder i Fuchs. Lublana przekonuje jednak, że to przestarzały sprzęt i domaga się wozów bojowych Boxer, czołgów Leopard 2 i transporterów opancerzonych Puma.
Zdaniem Szymanskiego, Berlin zwleka z powodu braków sprzętowych Bundeswehry, a w rządzie topnieje poparcie dla wymiany sprzętu.
- „To nie działa. Wątpię, czy ten sposób jest właściwy, chociaż w pojedynczych przypadkach porozumienie wydaje się możliwe”
- powiedziała przewodnicząca parlamentarnej komisji obrony Marie-Agnes Strack-Zimmermann (FDP).
