Błaszczak ujawnił kulisy negocjacji z Niemcami w sprawie zaopatrzenia Polski w czołgi w związku z nieodpłatnym przekazaniem polskich czołgów Ukrainie.

- Było tak: po tym, gdy przekazaliśmy nasze czołgi Ukrainie, rozmawiałem ze swoją niemiecką odpowiedniczką Christine Lambrecht. Zostałem zapytany, czy jesteśmy zainteresowani tym, by Niemcy pomogły nam uzupełnić lukę, która się pojawiła - powiedział Błaszczak w rozmowie z tygodnikiem Sieci.

- Odpowiedziałem, że oczywiście tak, i wskazałem na Leopardy 2A4, a więc takie, jakie posiadamy, czyli wersję nie najnowszą. W niektórych mediach, zwłaszcza tych należących do kapitału niemieckiego, pisano potem, że chcieliśmy najnowszych czołgów. To nieprawda - poinformował.

Błaszczak potwierdził, że w rozmowie chodziło o to, aby nie powiększać typów czołgów, w jakie wyposażone jest Wojsko Polskie.

- W czasie tej rozmowy chciałem od razu przejść do szczegółów, ale pani minister Lambrecht powiedziała, że zajmą się tym specjaliści - powiedział.

Błaszczak dodał także, że czołgi, które chciały przekazać Polsce Niemcy nie nadają się do użytku.

- Wydałem więc szybko polecenia, by nasi eksperci nawiązali kontakt ze stroną niemiecką. Zaczęto nas jednak zwodzić, mówić, że nie teraz, że potrzebne są analizy. W końcu, niedawno, pojawiła się konkretna propozycja dostarczenia nam, uwaga, 20 czołgów Leopard 2A4, obecnie znajdujących się w takim staniem, że nie nadają się do wykorzystania. Doprowadzenie ich do stanu używalności zajmie około 12 miesięcy - poinformował.

- Odpowiedziałem, że weźmiemy, ale pod warunkiem, że będzie to przynajmniej batalion czołgów, a więc według niektórych standardów zachodnich – 44 czołgi, a według polskich – 58 - kontynuował.

- Liczę przynajmniej na mały batalion, czyli 44 sztuki. 20 czołgów, w takim stanie, do niczego nam się nie przyda - podsumował minister.