- „Podczas dnia otwartego w Urzędzie Kanclerskim miałem okazję osobiście postawić Olafowi Scholzowi kilka pytań. Wskazując, że publiczne komunikaty o niemieckich dostawach broni do Ukrainy są rozbieżne z rzeczywistymi dostawami, chciałem się dowiedzieć, dlaczego kanclerz nie zniósł blokady na dostawę oferowanych przez przemysł stu bojowych wozów piechoty Marder i 88 czołgów Leopard. Zacytowałem też jego słowa: Dostawa bojowych wozów piechoty oznaczałaby straszną eskalację i zapytałem, czy należy z tego wyciągnąć wniosek, że dał się osobiście zastraszyć Putinowi”
- powiedział w rozmowie z Deutsche Welle niemiecki generał w stanie spoczynku Klaus Wittmann.
Po sukcesie ukraińskiej kontrofensywy w Charkowie publicysta „Sueddeutsche Zeitung” Daniel Broessler stwierdził, że „Ukraińcy doszli do tego punktu dzięki zachodnim, niemieckim dostawom broni”. W ten sposób jednak nie tylko niemieccy dziennikarze próbują zakłamać rzeczywistość. Olaf Scholz już 7 czerwca stwierdził, że „nikt nie dostarcza broni w takim stopniu jak Niemcy”.
- „A z tego samego dnia jest statystyka, w której my, Niemcy, jesteśmy daleko za USA, Polską, Wielką Brytanią, Kanadą, a nawet Łotwą i Estonią”
- podkreśla wojskowy.
- „Niemcy mogłyby zrobić więcej. Gdyby decyzje o Gepardach, o samobieżnych haubicach, wieloprowadnicowych wyrzutniach rakiet, systemach obrony przeciwlotniczej Iris-T zapadły po wystąpieniu kanclerza z 27 lutego lub najpóźniej po uchwale Bundestagu z 28 kwietnia, w której praktycznie nakazano rządowi dostarczyć także ciężką broń, to wiele z tego, co potrzebuje Ukraina, byłoby już dawno w użyciu”
- dodaje.
