„Bode powiedział, że w zasadzie podziela pogląd rządu, jeśli uwzględni się w regulacjach ochronę nieletnich, zakaz reklamowania i pomoc osobom zagrożonym” – pisze Andreas Wailzer na portalu „Life Site News”. Lewicowy rząd Niemiec proponuje, by konopie indyjskie nie były traktowane prawnie jako narkotyk. Dotyczy to też czynnego składnika marihuany, czyli tetrahydrokannabinolu. Zakup do 30 gram marihuany dla osobistej konsumpcji miałby być legalny, a także dopuszczono by uprawę w ograniczonym zakresie dla potrzeb własnych.

Stanowisko biskupa jest sprzeczne z nauką Kościoła katolickiego, którą można znaleźć w Katechizmie: „Używanie narkotyków wyrządza bardzo poważne szkody zdrowiu i życiu ludzkiemu. Jest ciężkim wykroczeniem, chyba że wynika ściśle ze wskazań lekarskich” (2291). Wailzer przytacza przykład Konferencji Episkopatu Kanady, która potępiła legalizację konopi indyjskich w tym kraju w 2018 r., stwierdzając, że ich stosowanie wciąż pozostaje grzechem.

Autor krytykuje pogląd, że stosowanie marihuany można porównać do picia alkoholu, który jest legalny w większości krajów. W samym fakcie picia alkoholu nie ma nic grzesznego, chyba że prowadzi to do jego nadmiernego spożycia, powodując upośledzenie władz rozumowych. Wailzer podkreśla, że w przypadku marihuany i innych narkotyków nie ma mowy o „umiarkowanym” ich zażywaniu, gdyż ich działanie samo przez się wpływa negatywnie na zdolność jasnego myślenia. Stąd samo „stosowanie wszelkich narkotyków może być porównane do nadużycia alkoholu, a nie do umiarkowanej konsumpcji alkoholu”.

Wypowiedź biskupa Bode nie jest pierwszą tego typu, która stoi na bakier z nauką Kościoła. Jest on wiceprzewodniczącym niemieckiej Drogi Synodalnej, krytykowanej za propozycje sprzeczne z doktryną katolicką. Bp Bode popierał m.in. udzielanie Komunii św. niekatolikom, a także wspierał publicznie błogosławienie par homoseksualnych. Jego wypowiedzi były korygowane przez innych hierarchów, m.in. przez biskupa Josepha Stricklanda z Teksasu.