"To, że Komisja Europejska opowiedziała się za przyznaniem Ukrainie statusu kandydata, w zasadzie jest decyzją geopolityczną, nie zaś oceną, czy kraj ten jest gotowy wstąpić do Unii. Ukraina zasługuje na ten status, jest gotowa umrzeć za europejskie marzenie, jak powiedziała Ursula von der Leyen. Nie jest to jedno z tzw. kryteriów kopenhaskich, by zostać członkiem UE. Jednak wśród wielu zmian, które Putin wymusza na kontynencie, jest ponowna ocena sprawy rozszerzenia Unii Europejskiej. Nigdy wcześniej nie miało to tak dużego znaczenia strategicznego jak dziś. Presja jest obecnie tak duża, że nawet bardziej sceptycznym państwom UE trudno będzie zapobiec uzyskaniu przez Ukrainę statusu kraju kandydującego. Potem jednak już nie powinno być dla niej żadnej ulgi politycznej. Ukraina musi się zreformować, zanim będzie mogła zostać członkiem Unii" - czytamy na łamach Frankfurter Allgemeine Zeitung.
Publicysta gazety Frankfurter Rundschau również uważa, że przyznanie Ukrainie statusu kandydata do UE to ważny sygnał geopolityczny. Komentator przytomnie jednak podkreśla, że przyjęcie Ukrainy do UE powinno odbywać się na jasnych i czytelnych kryteriach - w przeciwnym razie grozić to będzie oddaleniem od Europy innych krajów, które od dawna zabiegają o członkostwo w UE.
"Słusznie, że Komisja Europejska chce, by Ukraina została kandydatem do UE, aby wesprzeć ten zaatakowany kraj nie tylko w wojnie z Rosją, ale także z innych powodów. Jest to sygnał do rozpoczęcia maratonu rozszerzenia, w którym kraje unijne nie mogą dostać zadyszki. Jeśli chcą odnieść sukces, jego zwolennicy, tacy jak Niemcy, Francja i Polska, muszą przekonać przeciwników, takich jak Portugalia, Hiszpania i Holandia. Muszą ponadto rozstrzygnąć spodziewany wewnętrzny spór o procedurę, a także pogodzić sposób przyjęcia Ukrainy z procedurą przyjęcia ubiegających się o członkostwo w Unii państw Bałkanów Zachodnich. W przeciwnym razie grozi to sfrustrowaniem przez nich ludzi w innych krajach. W przypadku Turcji przyczyniło się to do oddalenia Ankary od Brukseli. Co więcej, przywódcy w stolicach europejskich muszą zreformować Unię, tak aby zachowała zdolność do działania" - czytamy.
"Status kandydata nie jest przyznawany automatycznie. Od Ukrainy zależy, kiedy ten kraj będzie mógł przystąpić do Unii Europejskiej. Rząd w Kijowie stoi w obliczu procesu reform, który potrwa wiele lat, jeśli nie dziesięcioleci. Należy na przykład zwalczać szerzącą się korupcję, gruntownie przebudować system prawny, zapewnić trójpodział władzy i przygotować ukraińską gospodarkę na czekające ją wyzwania wolnego rynku. To wręcz herkulesowe zadanie, ale Unia Europejska musi nalegać na wdrożenie tych zasad, ponieważ od tego zależy również funkcjonowanie, a więc i przetrwanie samej UE" - czytamy z kolei na łamach Badische Neueste Nachrichten - dziennika z Karlsruhe, gdzie swoją siedzibę ma niemiecki trybunał konstytucyjny.
Publicysta gazety "Stuttgarter Zeitung" uważa z kolei, że status kandydata dla Ukrainy to dobra wiadomość i dla samej Ukrainy i dla UE.
"Ukraina otrzymuje wyczekany status kraju kandydującego do UE. To dobra wiadomość – dla obu stron. Dla Kijowa pojawiło się światełko nadziei na końcu długiego tunelu. A Europejczycy udowadniają, że ich nieustające zapewnienia, że Ukraina należy do Europy, nie są tylko pustymi frazesami. Nie jest to bynajmniej żałosne, gdy szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen oświadcza, że Ukraińcy są gotowi umrzeć za wartości europejskie. W takim razie UE także nie powinna przeszkadzać im w realizacji ich europejskich marzeń" - czytamy.
