Der Spiegel opublikował wyniki trwającego pół roku dziennikarskiego śledztwa w sprawie wybuchu Nord Stream 2. Śledztwo prowadzone było przez dziennikarzy Spiegla oraz drugiego programu niemieckiej telewizji publicznej ZDF.
Do podwodnych wybuchów doszło 26 września 2022 roku. Jak uważają dziennikarze Spiegla, był to "katastrofalny atak na zaopatrzenie energetyczne, bezprecedensowy sabotaż, by nie powiedzieć zamach na Niemcy". Autorzy publikacji dodali także, że prokurator z niemieckiego Federalnego Trybunału określił wybuch mianem "ataku na wewnętrzne bezpieczeństwo państwa".
"To jest najważniejsze śledztwo w powojennej historii (Niemiec) ze względu na możliwe polityczne następstwa" - uważa cytowane przez gazetę anonimowe źródło z niemieckich służb bezpieczeństwa.
"Stawka jest wysoka. Jeżeli był to rosyjski oddział, to czy zamach jest aktem wojny? Zgodnie z art. 5 NATO atak na krytyczną infrastrukturę państwa-członka NATO może wywołać reakcję sojuszników. Jeżeli natomiast odpowiedzialna jest Ukraina, to czy można nadal wspierać ją czołgami czy samolotami? A jeśli w zamachu pomogli Amerykanie, to czy 75 lat transatlantyckiego partnerstwa ulegnie zniszczeniu?" - czytamy.
Zdaniem dziennikarzy, kluczowe znaczenie dla organizacji całej akcji miał jacht o nazwie "Andromeda". Niemiecka policja znalazła tę łódź w porcie na niemieckiej wyspie Rugia.
Na łodzi odnaleziono ślady materiału wybuchowego odpornego na wodę. Ten materiał to oktogen. Ponadto wykazano, że akcję można było przeprowadzić przy użyciu zwykłego jachtu, nie zaś wyspecjalizowanej jednostki morskiej.
"Andromeda" została wyczarterowana 6 września w porcie Rostock-Warnemuende. Za wynajęcie łodzi zapłaciło zlokalizowane w Warszawie biuro podróży "Feerie Lwowa". Nie posiada ono numeru telefonu, ani strony internetowej.
Szefowa biura to 54-letnia mieszkająca w Kijowie Natalia A. A. posiada ukraiński numer telefonu, po jego odebraniu natychmiast się rozłącza. Samo biuro podróży nie posiada przy tym biura, ani żadnych pracowników.
Jeden z członków załogi "Andromedy" miał legitymować się paszportem rumuńskim wystawionym na nazwisko Stefan Marcu. Dziennikarzom udało się dotrzeć do tego mężczyzny, który mieszka w mołdawskiej wiosce. Marcu powiedział, że posiadał dawniej paszport rumuński, jednak po wyrobieniu nowego dokumentu, stary spalił w piecu. Ostatni raz posługiwał się nim w 2019 roku na wakacjach w Rumunii.
W dokumencie wykorzystywanym przez załogę Andromedy nie znajduje się jednak zdjęcie Stefana Marcu, tylko innego mężczyzny "o przenikliwym spojrzeniu i wojskowej fryzurze". Ma to być Ukrainiec Waleri K. pochodzący z miasta Dnipro (dawniej Dniepropietrowsk). Służy on w 93. brygadzie zmechanizowanej ukraińskiej armii.
Po wypłynięciu z Rostock, Andromeda dotarła do Rugii. Według świadków, jej załogę stanowiło 5 mężczyzn i jedna kobieta, którzy tworzyli "zgrany zespół, byli wytrenowani, rozmawiali z nieznanym języku".
10 dni później łódź dopłynęła do duńskiej wyspy Christiansø. Następnie, 19 września, Andromeda zacumowała w Kołobrzegu.
Spiegel poinformował o roboczym spotkaniu śledczych niemieckich z prokuratorami z Polski. Celem spotkania było ustalenie, czy zamachowcy dostali logistyczne wsparcie w Kołobrzegu.
Prokuratura w Gdańsku zdecydowanie zaprzeczyła. Załoga jachtu była kontrolowana przez polskich pograniczników, ponieważ wzbudziła podejrzenia. 20 września „Andromeda” opuściła Kołobrzeg. Materiał wybuchowy był już wtedy prawdopodobnie gotowy do odpalenia.
Do eksplozji doszło 26 września o godzinie 2 w nocy. "Precyzyjne cięcie spowodowane stosunkowo małym ładunkiem, perfekcyjnie podłożonym – oktogen" - ocenił ekspert, na którego słowa powołują się dziennikarze Spiegla.
Zdaniem dziennikarzy Spiegla, eksplozji można było zapobiec. W czerwcu 2022 r. niemiecki wywiad zagraniczny BND miał otrzymać ostrzeżenie od wojskowego wywiadu Holandii MIVD. Ostrzeżenie miało z kolei dotyczyć możliwości wysadzenia Nord Stream 2. Zostało ono jednak zbagatelizowane.
Do Ukraińców mieli za to zwrócić się z bezpośrednim komunikatem Amerykanie: "Zostawcie to. Odwołajcie operację".
Niemieccy śledczy zdają się nie mieć przy tym wątpliwości, że zamach w rzeczywistości został zorganizowany przez Ukraińców, którzy mieli do tego oczywiste motywy. Nie wiadomo jednak, czy o całej akcji wiedziały ukraińskie władze.
Niemieckie służby nie uważają za prawdopodobne, aby o całej sprawie wiedział ukraiński prezydent Zełenski. Niemcy wahają się nadal, czy wystąpić do Ukrainy o pomoc prawną w tej sprawie. Wiązałoby się to bowiem z koniecznością ujawnienia wszystkich posiadanych dowodów.
"Wszystkie wyniki badań wskazują na jeden kierunek – w stronę Kijowa" - podsumowuje Spiegel.
