"Olaf Scholz nigdy nie chciał ustępować pod presją, nawet wtedy, gdy jeszcze nie był kanclerzem. Po wyborze na szefa rządu, tym bardziej nie chce sprawiać wrażenia, że jest popędzany, gdyż wzbudziłoby to wątpliwości co do jego suwerenności" - czytamy w sobotnim felietonie Bertholda Kohlera.
Zdaniem Kohlera wizerunek Scholza ucierpi także wtedy, gdy nadmierna pasywność Scholza zostanie uznana za brak podjęcia jakiejkolwiek decyzji w sprawie przesłania Ukrainie czołgów Leopard.
Póki co Scholz powstrzymuje się od przesłania Leopardów na Ukrainę, a także od wyrażenia zgody na ich przekazanie przez inne kraje.
"Do tej pory nie przedstawił jednak szczegółowego uzasadnienia swojego stanowiska. Zapewne chodzi o to, że Ukraińcy mogliby za pomocą tej broni zadać napastnikom tak dotkliwe straty, że Putin mógłby zrobić coś „zwariowanego” - uważa Kohler.
"Im więcej sojuszników dołączy do polskiej inicjatywy, tym trudniej będzie kanclerzowi zachować powściągliwość. Weto byłoby działaniem na własną rękę, czego Berlin chciał dotychczas uniknąć. Putin cieszyłby się z podziałów wśród swoich przeciwników" - pisze publicysta.
"Warszawa chce najwidoczniej skłonić Berlin, aby po przekazaniu Marderów nastąpiło szybkie wysłanie (do Ukrainy) Leopardów – teraz, gdy zasada „żadnych zachodnich czołgów” przestała być tabu. Jednak właśnie Polska powinna rozumieć, że presja wywierana publicznie na rząd innego kraju może przynieść odwrotny skutek" - dodaje.
