Zdaniem publicysty FAZ, Benedykt XVI „nie ułatwiał zadania swojemu następcy, Franciszkowi”.
„Jako papież, w walce ze zdiagnozowaną przez siebie ‘dyktaturą relatywizmu’, polegał na ortodoksji kardynałów i arcybiskupów, którzy po jego rezygnacji mieli okazać się najbardziej nieprzejednanymi przeciwnikami jego następcy Franciszka. Doprowadziło to do paradoksalnej sytuacji, w której te siły, które w czasach ‘swoich’ papieży opierały się na ‘wierności wobec papieża’ jako sygnaturze katolicyzmu, nie chcą już mieć nic wspólnego z tą formą polityki tożsamości. (…) Benedykt pozostawił również trudną spuściznę swoją rezygnacją (...). Chciał przejść do historii jako pierwszy ‘papa emeritus’. Ale im więcej czasu mijało, tym wyraźniejsze stawały się konflikty, które były nieodłącznym elementem współistnienia dwóch papieży. Ratzinger powstrzymał się od bezpośredniej krytyki swojego następcy. Pozwolił jednak swoim przeciwnikom powoływać się na jego autorytet, choć Franciszek skorygował tylko kilka decyzji swoich poprzedników” – czytamy.
Według publicysty Stuttgarter Zeitung, największym wydarzeniem pontyfikatu Benedykta XVI jest jego „ostatni akt: radykalny, rewolucyjny krok – 265. następca św. Piotra przechodzi na emeryturę; dobrowolnie, bez nacisków z zewnątrz czy wskutek śmiertelnej choroby”.
Powód abdykacji to „wgląd we własną słabość, porażkę, granice władzy pontyfikalnej. Jego rezygnacja świadczyła o wielkości, pokorze i dystansie wobec świata, które zawsze wyróżniały Josepha Ratzingera jako człowieka. Ale jak na urząd papieża, który musi przewodzić, kierować i decydować, to było zbyt mało”.
„W duecie z medialnym łowcą ludzi, Janem Pawłem II, potrafił zaprezentować swoją intelektualną błyskotliwość. Ale jako papież działał nieskutecznie i tragicznie. Projekt ratunkowy, który rozpoczął jako kardynał i chciał kontynuować jako papież, polegający na intelektualnej i duchowej odnowie Kościoła, utknął w zarodku. Także Benedykt nie mógł powstrzymać zerwania Kościoła ze współczesnym światem i cofnięcia się do getta wiary” – czytamy dalej.
Z kolei w ocenie publicysty Hannoversche Allgemeine Zeitung, pontyfikat Benedykta „krył w sobie potencjał na coś wielkiego”, zaś sam Benedykt XVI „w przeciwieństwie do Jana Pawła II dostrzegł on egzystencjalne zagrożenie dla Kościoła i jego wiarygodności wskutek skandalu z nadużyciami seksualnymi”.
„Ale wyciągnął z tego niewłaściwe konsekwencje. Pogrążony ideologicznie w spuściźnie augustynizmu z jego sceptycyzmem, a nawet niechęcią do autonomii człowieka, do samego końca winił za nadużycia ‘zły świat’. Usterki i niedociągnięcia w kondycji i doktrynie kościelnej nie przychodziły mu do głowy, podobnie jak systemowa niewydolność hierarchii kościelnej” – czytamy.
Publicysta Augsburger Allgemeine uważa z kolei, że wraz z śmiercią Benedykta XVI możliwa staje się abdykacja obecnie urzędującego Franciszka.
„Po śmierci papieża emeryta, w Kościele katolickim znów jest tylko jeden następca św. Piotra. Oznacza to, że również kwestia ewentualnej rezygnacji Franciszka z urzędu na nowo zyskuje na znaczeniu. Jego rezygnacja za życia Ratzingera była nie do pomyślenia, ponieważ koegzystencja trzech papieży trzymałaby Kościół katolicki w skrajnym napięciu. Ta nierealna opcja odpada teraz wskutek śmierci Benedykta XVI. Hipoteza o ustąpieniu Franciszka staje się coraz bardziej konkretna” – czytamy.
Na łamach Nuernberger Zeitung Benedyktowi XVI zarzucono „marazm w rozwoju struktur kościelnych”. Na łamach Rhein-Zeitung wskazano zaś, że „uporczywe publikacje” po abdykacji „obciążają konto Benedykta XVI” i dają konserwatystom „możliwość dalszego uważania go za prawowitego papieża i przeczekania Franciszka z jego wysiłkami reformatorskimi”.
