"Po raz pierwszy w historii unijnego ustawodawstwa powstanie ochrona redakcyjnej niezależności mediów" - na łamach Spiegla zacytowana została unijna komisarz ds sprawiedliwości Vera Jourova, znana m. in. z zajadłych ataków na Polskę.
Jourova i KE postanowili "sprzeciwić się przypadkom zabijania i inwigilowania dziennikarzy, prześladowania publicznych mediów i wykorzystywania państwowych środków na reklamy w celu wywierania presji".
"Sprzeciw wobec nowego prawa jest szeroki i nie ogranicza się tylko do Polski i Węgier, gdzie wolność mediów została ograniczona. Nawet z Niemiec słychać głosy oburzenia" - czytamy na łamach Spiegla.
Po wejściu w życie propozycji KE, właściciele mediów mogliby ustalać z redakcją jedynie ogólną linię redakcyjną. Za wszystko inne odpowiadaliby wyłącznie dziennikarze.
"Jourova nie kryła, że planowane kroki skierowane są przede wszystkim przeciwko Węgrom, Polsce, ale także Słowenii i kilku innym krajom, w których publiczne stacje przekształcone zostały w kanały propagandowe, gdzie krytyczni dziennikarze zostali zwolnieni, a nieposłusznym mediom odebrano pieniądze" - czytamy.
Pomysł Jourovej został skrytykowany nie tylko przez Polskę i Węgry, ale także przez liczne redakcje niemieckie.
Krytykowana jest przede wszystkim nowa Rada Mediów. Rada Mediów ma zastąpić dotychczasowego regulatora - ERGA (European Regulators Group). W zakres jurysdykcji Rady Mediów miałaby zostać włączona także prasa.
"KE nie rozróżnia między właścicielami i wydawcami. Ci ostatni ponoszą merytoryczną ekonomiczną i prawną odpowiedzialność za całość publikacji" – czytamy w oświadczeniu Federalnego Związku Wydawców Cyfrowych i Prasy (BDVZ) oraz Stowarzyszenia Mediów Wolnej Prasy (MVFP).
Zdaniem wydawców niemieckich zniesienie redakcyjnej suwerenności wydawców oznacza de facto zniszczenie wolności prasy. Zdaniem KE zarzuty te są przesadzone, ponieważ Rada Mediów będzie mogła wydawać jedynie "prawnie niewiążące zalecenia".
