Wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz odniósł się w rozmowie z portalem tvp.info do obaw o bezpieczeństwo Wołodymyra Zełenskiego, który wyruszył w podróż do Stanów Zjednoczonych. Polityk zauważył, że w ostatnich miesiącach ukraińskie służby udowodniły, że potrafią zadbać o bezpieczeństwo swojego prezydenta, a w USA nad bezpieczeństwem tym czuwać będą służby amerykańskie.
Ogromne emocje wzbudzają doniesienia na temat pakietu pomocy wojskowej, który Stany Zjednoczone mają ogłosić w czasie wizyty Wołodymyra Zełenskiego. Pakiet ten ma objąć m.in. baterie Patriot. Po eksplozji w Przewodowie Berlin zaoferował przekazanie takiej broni Polsce. MON zaproponowało wówczas, aby Patrioty trafiły do bardziej potrzebujących Ukraińców, ale Niemcy się na to nie zgodzili twierdząc, że jest to niezgodne z linią NATO.
- „My jako Polska od wielu miesięcy, w tym ja osobiście od dawna, mówimy, że nie ma prawnych przeszkód, aby przekazywać na Ukrainę baterie rakiet Patriot”
- zauważył Marcin Przydacz.
Zaznaczył, że to decyzja polityczna, która zależy wyłącznie od woli danego państwa.
- „Jeżeli faktycznie Amerykanie wyślą ten sprzęt na Ukrainę, to zadadzą kłam tym wszystkim, którzy obśmiewali polskie stanowisko, aby przekazać baterie rakiet Patriot naszemu wschodniemu sąsiadowi, bo jest to absolutnie niemożliwe”
- powiedział.
- „Jak wyglądają teraz ci wszyscy rzekomi eksperci i część polityków opozycji, którzy mówili, że jest to niewykonalne?”
- zapytał.
- „Jeśli Amerykanie to zrobią okaże się, że nie tylko było to możliwe, ale również wykonalne w dość krótkim czasie. Niektórzy będą musieli wtedy zjeść swój własny język, ale nie spodziewałbym się, żeby przeprosili za swoje czasami niekompetentne rady”
- dodał.
