- „Rodzice wiedzą z doświadczenia: w szkole panuje nędza. I to – jak na ironię – w stosunkowo zamożnych Niemczech. Niedostatek w edukacji jest wynikiem zarówno złego zarządzania i złego planowania, jak i kluczową oznaką kryzysu infrastruktury w RFN. Jednocześnie wzrosły wymagania wobec polityki szkolnej, która ma służyć rozwiązywaniu problemów społecznych – takich jak integracja i demokratyczna edukacja społeczna”

- zauważa na łamach Deutsche Welle Ralf Bosen.

Największym problemem jest jednak brak nauczycieli. Z oficjalnych danych zaprezentowanych przez Konferencję Ministrów Edukacji wynika, że jest 12 tys. wakatów. Niemiecki Związek Nauczycieli przekonuje jednak, że ministrowie „upiększyli” swoje dane. W Niemczech może brakować nawet kilkudziesięciu tysięcy pedagogów.

- „Od dawna bijemy na alarm. Od 10 lat brakuje nam nauczycieli. Ale takiego dramatu, z jakimi mamy teraz do czynienia, nie pamiętam. A siedzę w tym biznesie od dawna”

- mówi w rozmowie z DW prezes Niemieckiego Związku Nauczycieli Heinz-Peter Meidinger.

Wkrótce sytuacja może się jeszcze bardziej pogorszyć, ponieważ na emeryturę przejdą nauczyciele z pokolenia wyżu demograficznego.

Jako odpowiedź na kryzys Stała Komisja Naukowa Konferencji Ministrów Edukacji proponuje m.in. utrzymania zatrudnienia emerytów czy ograniczenie pracy nauczycieli w niepełnym wymiarze godzin. Związek Zawodowy Oświaty i Nauki postuluje natomiast otwarcie się na nauczycieli z zagranicy.

Niemieccy nauczyciele nie radzą sobie z dziećmi migrantów. Wzywają do wprowadzenia limitów