„Fakt, że sam przywódca zaczyna to robić ponownie, jest prawdopodobnie częściowo spowodowany zbliżającymi się ‚wyborami', przed którymi Putin chce zaprezentować się jako silny i nieustraszony obrońca Rosji otoczonej przez wrogów (których ona sama sobie stworzyła – od Ukrainy aż po Finlandię)” – czytamy na łamach niemieckiego pisma „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.
W ocenie publicysty FAZ, groźne gesty Putina mają za zadanie zniechęcenie Zachodu do wspierania Ukrainy. „Ta taktyka nie jest całkowicie bezskuteczna” – czytamy na łamach FAZ.
Publicysta FAZ przypomniał, że kanclerz Niemiec Olaf Scholz co i rusz powtarza swoją zasadę, która brzmi: „nie robić niczego, co prędzej czy później mogłoby doprowadzić do eskalacji, którą grozi Putin.”
„W konfrontacji z pozbawionym skrupułów autokratą każdy krok musi być starannie przemyślany. Ale nie możemy mu sygnalizować, że boimy się eskalacji bardziej niż on. To podważa naszą własną wiarygodność, bez której odstraszanie nie działa. W głowie Putina nie powinna zrodzić się żadna wątpliwość, że jeśli naprawdę jest na tyle szalony, by jako pierwszy nacisnąć guzik nuklearny, to z pewnością zginie on jako drugi” – czytamy.
Z kolei zdaniem publicysty Sueddeutsche Zeitung, dotychczas wygłaszane groźby przez Dmitrija Miedwiediewa nie robią na nikim wrażenia.
„Do tej pory to najczęściej Dmitrij Miedwiediew był tym, który groził (ostatnio przed tygodniem) użyciem broni atomowej przeciwko Berlinowi, Waszyngtonowi czy Paryżowi. Jednak na Zachodzie nikt go już nie traktuje poważnie, a zatem teraz prezydent sam skorzystał z okazji, by przed możliwie największą publicznością dobitnie powtórzyć tę groźbę” – czytamy.
Ponadto w ocenie publicysty tej gazety, bojaźliwe gesty Olafa Scholza „pozwalają Putinowi wyczytać jak z otwartej księgi, gdzie leżą granice wytrzymałości Europejczyków, i odpowiednio dozować swoje ostrzeżenia”.
